Wanilia z Madagaskaru - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Wanilia z Madagaskaru

PODRÓŻE > AFRYKA > MADAGASKAR
Wanilia to rodzaj liany (Vanilla planifolia), która pochodzi z tropikalnych lasów Ameryki Południowej i Środkowej. Należy ona do tzw. epifitów, które rosną na innych roślinach nie będąc przy tym pasożytem. Jej owocem są długie strąki, nieco przypominające fasolkę szparagową.

Obecnie największym producentem wanilii na świecie  jest Madagaskar skąd pochodzi 80% lasek wanilii.

Pierwszymi ludźmi, którzy wykorzystywali tą roślinę byli Indianie Totonac, ze wschodniego wybrzeża Meksyku, którzy z czasem zostali podbici przez Azteków. Odkryli oni, że owoce zawiązywane z kwiatów wiecznozielonej lniany działa przeciwgorączkowo. Dziś nikt już chyba o tym nie pamięta, bo okazało się, że ususzone strąki wanilii znakomicie nadają się również do aromatyzowania różnego rodzaju potraw i napojów.  

To właśnie ta cecha zadecydowała, że już na początku XVI w. wanilia trafiła do Hiszpanii za sprawą Hernán Cortés, który podpatrzył wykorzystanie brązowych lasek na dworze azteckiego władcy Montezumy. Konkwistadorzy poznali wówczas smak kakao, doprawianego wanilią, z których Indianie wyrabiali napój zwany "xocolatl".
Wanilia to rodzaj liany (Vanilla planifolia), której owocnie przypominają strączki fasoli.
Kwiat wanilii rozkwita o wschodzie słońca i jeśli nie zostanie zapylony do zachodu to usycha (obumiera)! Każdy kwiat zapyla się ręcznie.
Wanilia okazała się nad wyraz cenną przyprawą, skutkiem czego Hiszpanie z czasem rozpoczęli zakładanie plantacji tej rośliny poza Ameryką Środkową. Podobne próby podejmowali również Francuzi (Reunion) i Holendrzy (Indonezja) chcąc uwolnić się od hiszpańskiego monopolu. Z wywożonych z Meksyku nielegalnie nasion i sadzonek wyrastały w tropikach zdrowe rośliny, które jednak z jakiegoś powodu nie kwitły i nie owocowały.

Z podobnymi problemami botanicznymi  spotkali się również Brytyjczycy, „przesadzając” do swoich kolonii peruwiańskie drzewo chininowe oraz brazylijskie kauczukowce.

Waniliowe zagadka pozostała nierozwiązana, aż do 1841 roku, kiedy to  przypadkowo, 12-letni niewolnik (Edmonda Albiusa) zapylił kwiat ręcznie. Wtedy też belgijski botanik Charles Morren zauważył, że kwiat wanilii jest zbudowany w specyficzny sposób. Zapylać potrafią go jedynie nieliczne gatunki pszczół i kolibrów, które występowały jedynie w Meksyku, skutkiem czego uprawy wanilii w innych częściach świata oczywiście nie mogła być „owocna”.

Dzięki ręcznemu zapylaniu zaczęto w końcu zbierać wanilię na francuskiej wyspie Reunion, a wkrótce potem i na francuskim Madagaskarze. Co ciekawe, obecnie ręczne zapylanie dominuje również w Meksyku, dzięki czemu zapyla się 100% kwiatów; doświadczony pracownik jest w stanie w ciągu dnia zapylić nawet 2000 kwiatów.

Kwiat wanilii rozkwita o wschodzie słońca i jeśli nie zostanie zapylony do zachodu to usycha (obumiera)! Od momentu zapylenia do zbioru mija mniej więcej 9 miesięcy.

Uprawa wanilii wymaga ogromnych nakładów pracy, cierpliwości i szczęścia. Jedna osoba potrzebuje 260 dni w roku, by zadbać o hektar.

Jako, że wanilia jest epifitem, czyli pnączem rosnącą na innej roślinie, trzeba ją najpierw posadzić pod odpowiednio przygotowanym drzewem. Potem zaś trzeba czekać nawet cztery lata na pierwsze plony. Zbiór zaczyna się gdy zielone strąki zaczynają delikatni blednąć, przy czym jest to mocno zindywidualizowany proces. Na jednej lianie mogą być zarówno zielone jak i „dojrzałe” strąki, które zbiera się oczywiście ręcznie.

Zielone strąki nie mają ani zapachu ani smaku. Nabierają go dopiero po wielu miesiącach odpowiedniej obróbki. Pierwszy etap to tzw. "zabijanie" (killing) w trakcie którego strączki namacza się w gorącej wodzie, podgrzewa, a potem schładza stymulując pracę enzymów.
Następnie laski zawija się w materiał, umieszcza w gorącym i wilgotnym pomieszczeniu przez mniej więcej tydzień poddając je fermentacji. To tzw. proces pocenie się (sweating).
Kolejny etap to suszenie które trwa  około miesiąc, najczęściej częściowo na słońcu, a częściowo w cieniu. Laski suszy się w dzień na matach / siatkach, zwijanych na noc.
Po wysuszeniu laski umieszcza się w zamkniętych skrzyniach na kilka miesięcy, aby aromat ostatecznie dojrzał. Ostatnim etapem jest ręczne sortowanie i pakowanie, przy czym cena laski zależy zarówno od jej długości jak i zawartości milimetrowych, białych „igiełek” w których koncentruje się charakterystyczny aromat.
Fakt wybudowania tej świątyni, obok świątyni władcy, to wielkie wyróżnienie. W historii Egiptu był zaledwie jeszcze jeden taki wypadek, kiedy to faraon Echnaton, rozkazał wznieść świątynie dla Nefertiti.

Nie mniej znaczące jest umieszczenie na 12-to metrowej fasadzie świątyni czterech posągów, tej samej wielkości, które przedstawiają Ramzesa II i Nefertari. Wcześniej nie zdarzyło się, by posąg królowej dorównywał rozmiarami posagowi króla. Ponętne, kobiece kształ¬ty królowej świadczą o jej urodzie, którą wystawił na podziw jej mąż. Nefertari niesie na głowie krowie rogi, czyli koronę bogini Hathor, której poświęcona jest świątynia. Ma wysuniętą lewą nogę. Poza ta symbolizuje energię oraz zdecydowanie i tradycyjnie była zarezerwowana dla faraona. W nogach obu posągów stoją dużo mniejsze dzieci królewskiej pary.

W żadnej z obu świątyń nie spoczywają oczywiście ich tytularni patroni.  Nefertari jest pogrzebana w Dolinie Królowych, a Ramzes II w Dolinie Królów.
Oryginalny wygląd i położenie obu świątyń z okresu przed wybudowaniem tamy asuańskiej.
Tylko nieliczny znają smak prawdziwej wanilii
Wysoki udział  pracy ręcznej oraz długi proces dojrzewania wanilii powodował jej wysoką cenę. W tej sytuacji firmy spożywcze poszukiwały taniego zamiennika dla tego luksusowego surowca i oczywiście go znalazły w postaci …. waniliny. Jest to substancja smakowo i zapachowo w zasadzie identyczna z oryginalnymi „igiełkami wanilii” tyle, że wytwarza się ją w procesie chemicznym (m.in. z ryżu, kory sosnowej, ligniny czy kreozotu tj. produktu suchej destylacji drewna).

Koszt uzyskania kilograma waniliny syntetycznej jest 260 razy mniejszy niż naturalnej. W tej sytuacji, trudo się dziwić, że w 99% produktów wanilina zastępuje wanilię. I nie wynika to bynajmniej wyłącznie z jej ceny tylko o cenę, ale i z ograniczonej podaż oryginalnej wanilii. Rzecz w tym, że nawet gdyby ze wszystkich rocznych zbiorów wanilii - 2,2 tys. ton - pozyskiwać wanilinę, wyszłoby tego tylko ok. 40 ton. To zaledwie 0,3 proc. światowego zapotrzebowania, które wynosi 12 tys. ton.

W tej sytuacji od kilkudziesięciu lat oryginalna wanilia była luksusem na jaki mogą sobie pozwolić jedynie najzamożniejsi.

Druga najdroższa przyprawa świata
Renesans oryginalnej wanilii nastąpił w  2015 r. gdy Nestlé podjęło decyzję o wycofaniu ze swoich produktów wielu sztucznych dodatków. Wkrótce potem śladem tego globalnego giganta podążyli inni producenci, deklarując zwiększenie udziału w produkcji min. oryginalnej wanilii, kosztem waniliny. Decyzja ta zbiegła się w czasie z mniejszymi niż zwykle zbiorami wanilii na Madagaskarze. Ceny błyskawicznie poszybowały w górę, doprowadzając do „waniliowej” gorączki.

Głównym beneficjentem rosnących cen stali się handlarze-pośrednicy, kupują na pniu nie tylko to co drobni plantatorzy mieli w przydomowych suszarniach, ale nawet  i  to co rosło na krzakach. Zaczęły mnożyć się kradzieże na przydomowych plantacjach, stanowiących podstawowe źródło utrzymania  wielu niezamożnych rodzin oraz robotników rolnych. Złodziei
nie powstrzymywało nawet znakowanie strąków (znakowanie odbywa się przez ich delikatne nacinanie).

Lokalna policja i żandarmeria nie potrafiły, a może nie chciały, poradzić sobie z tym problemem. Nie jest to gołosłowne oskarżenie bo sam byłem świadkiem sytuacji, gdy zachowanie lokalnej policji wobec wieśniaków było co najmniej „nieetyczne”, chociaż sprawa dotyczyła nieco innego problemu.

W tej sytuacji rolnicy formowali oddziały samoobrony, wymierzając samodzielnie sprawiedliwość złapanym złodziejom. Władze centralne, próbowały zaradzić konfliktom wyznaczając jednolite daty zbiorów w danym regionie jednak, przepisy te w wielu miejscach były ignorowane. A potem, w marcu 2017 roku,  przyszedł cyklon Enawo,  który zniszczył prawie 40 tys. domów oraz 1/5 upraw wanilii.

Ceny wanilii ponownie poszybowały w górę sięgając ok. 600 dol. za kilogram, co oznacza, że jest ona obecnie druga najdroższą przyprawą  świata. Pierwszą pozostaje ciągle szafran.
W okolicy plantacji można oczywiście spotkać lemury, które jak widać są całkiem przyjazne.
 
Madagaskarski interior …. to nie są zdjęcia sprzed 50 lata tylko z 2017 r.
 
Waniliowa gorączka
Wraz ze wzrostem cen Malgasze zaczęli oczywiście zwiększać areał swoich poletek wycinając przy tym las tropikalny, a nawet wchodząc z uprawami na teren parków narodowych. To nie drobni rolnicy są jednak głównymi beneficjentami wzrostu cen wanilii.  Do ich kieszeni trafi zaledwie kilka procent ceny finalnej, podczas gdy robotnik rolny zarabia jeszcze mniej bo tylko … 2 złote dziennie. Tak, tak to nie pomyłka. Kwota ta jednak wystarcza do skromnego życia, bo ceny lokalnych produktów są bardzo niskie. Miska ryżu z warzywami kosztuje od 30 do 50 groszy i da się takim posiłkiem całkiem solidnie najeść.
Niestety towary importowane kosztują tyle co w Europie, a czasem nawet więcej ze względu na wysokie koszty transportu. Dla przeciętnego Malgasza kupno auta to kompletna abstrakcja zważywszy na fakt, iż litr benzyny kosztuje ok. 4 zł, zaś jego roczny dochód to tylko 400 dolarów rocznie. Niestety, Madagaskar to naprawdę jedno z najmniej zamożnych miejsc na Ziemi.

Większość zysków generowanych na obrocie wanilią przechwytują pośrednicy Jak na lokalne warunki są to gigantyczne pieniądze bo w 2016 r. Madagaskar wyeksportował wanilę za ponad pół miliarda dolarów. Wśród pośredników jest też podobno grupa przedsiębiorców, która wykorzystuje wzrost cen do „prania brudnych pieniędzy” pochodzących z nielegalnego wyrębu i eksportu szlachetnych warunków drewna (np. palisander, heban, drzewo różane). Pieniądze uzyskane z nielegalnego wyrębu inwestowane są w wanilię, która następnie trafia do legalnego obrotu. Proste i dochodowe.

Niech jednak nikomu nie przyjdzie do głowy, że z wyjazdu na Madagaskar można oficjalnie wrócić z luksusowymi meblami z palisandru. Oficjalny eksport jest licencjonowany, zaś legalne produkty z drewna wcale nie są tanie.
Jeśli komuś zależy na oryginalnej pamiątce to radzę kupić jakąś rzeźbę z hebanu lub drzewa różanego. Taka pamiątka nie wymaga żadnego zezwolenia.  Warto też oczywiście kupić oryginalną wanilię, która kupowana od lokalnego. W „interiorze”, gdzie turyści trafiają rzadko piec lasek kosztowało 10 euro. W stolicy ceny były zbliżone do europejskich.

Jacek Zabielski 2018-11
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego