Toaletowy wehikuł czasu - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Toaletowy wehikuł czasu

TRAVELPEDIA > ZWYCZAJE
Przez wiele lata kraje Afryki Północnej, takie jak Egipt, Tunezja czy Maroko, stanowiły jeden z głównych kierunków wypraw urlopowych Polaków, w trakcie których większość z nas miała okazję po raz pierwszy przekonać się jak wygląda tradycyjna, muzułmańska toaleta. Jak wiadomo posiada ona zamiast muszli klozetowej jedynie otwór w podłodze, a zamiast papieru toaletowego jest w niej wąż lub wiadro z wodą do podmywania się. Z oczywistych powodów większość z nas toalety tego typu kojarzy  głównie z krajami muzułmańskimi, jednak są one również popularne w wielu krajach Azji np. w Chinach, Indiach czy Japonii.

Co prawda w hotelach taki wariant toalety to rzadkość, jednak jeśli ktoś będzie musiał skorzystać z toalet w jednym z wyżej wymienionych państw w jakimś miejscu publicznym   (stacja benzynowa, dworzec, park) to zapewne będzie to wersja tradycyjna toalety, wymagająca przyjęcia pozycji  „na Małysza”.
Adapter .. toaletowy. Konwersja wersji tradycyjnej do nowoczesnej.
Tradycyjna toaleta w wersji japońskiej.
Pierwszy kontakt tradycyjną toaletą może kojarzyć się z sanitarnym przeżytkiem, jednak w rzeczywistości wcale nim nie jest. Co więcej, korzystanie z tradycyjnych toalet jest wg. lekarzy bardziej naturalne z punktu widzenia fizjologii niż z sedesu, chociaż niekoniecznie wygodniejszy dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do toalety w wersji europejskiej.

Co kraj to obyczaj
Jakkolwiek wszyscy wiemy jak korzystać z toalety to w praktyce, szczególnie jeśli przyjdzie nam korzystać z toalety, którą dzielić będziemy z osobami trzecimi (toalety publiczne, kwatery w ramach Couchsurfing’u) warto pamiętać o różnicach kulturowych w tym względzie, by nikogo naszym zachowaniem nie urazić oraz by nie narazić siebie na ewentualny ostracyzm.  

W imię Allaha
Muzułmanin wchodząc do łazienki przekracza próg zawsze lewą nogą, podczas gdy wychodząc przez próg przestawia nogę prawą jako pierwszą. Przed wejściem do toalety recytuje werset z Koranu (Bismillah, allahumma inni audhi bika minal khubthi wal khabaith / W imię Allaha, Boże, uchroń mnie przed diabłami i diablicami). Z kolei wychodząc z toalety muzułmanin wypowiada słowo (Ghufranaka / Twoje miłosierdzie (O Panie).
Muzułmanin przebywając w toalecie nie może odpowiadać na powitanie „salam”, i musi powstrzymać się od prowadzenia rozmów, chyba, iż  jest ku temu ważna przyczyna – np. pomoc niewidomemu, który bez wskazówek mógłby np. upaść, skaleczyć się, itp.

Wizytę w toalecie muzułmanin winien zakończyć podmywając się lub też korzystając z papieru toaletowego (bez napisów, żadnych starych gazet zamiast papieru!), lub kombinacji papieru toaletowego, a następnie wody.  Jeśli nie ma wody, ani papieru muzułmanin może użyć rzeczy takich jak piasek, liście czy kamyki korzystając z nich nieparzystą liczbę razy.

Do mycia intymnych części ciała używa się tylko lewej (nieczystej) ręki, podczas gdy prawa ręka (czystą) jest wykorzystywana do jedzenia. Po obmyciu, muzułmanin musi zawsze oczyścić ręce mydłem lub ewentualnie piaskiem. Wielce rozsądny nakaz, szczególnie gdy się wie, że wg. oficjalnych badań brytyjskiego mikrobiologa, Petera Barratta, blisko 70% Europejczyków nie myje rąk przed wyjściem z toa¬lety.

Muzułmanin nie może załatwiać czynności intymnych podczas kąpieli lub pod prysznicem, ani też będąc odwróconym tylną częścią ciała  ku Mekkce, chyba że jest przed nią zasłonięty (np. murem, ścianą).

O wyższości toalety kucanej nad siadaną
Oczywistą zaletą tradycyjnej toalety, jest fakt, iż w trakcie korzystanie z niej nie mamy kontaktu z deską klozetową, której sterylność bywa czasami problematyczna. Nie mniej istotna jest pozycja jaką przyjmujemy w tradycyjnej toalecie. Lekarze twierdzą, że jest ona najodpowiedniejsza dla prawidłowego pozbycia się produktów przemiany materii (operacja jest też dwukrotnie szybsza, gdyż w pozycji „na Małysza” nie zaciskają się wokół jelita pewne grupy mięśni). O wyższości tradycji świadczy również fakt, iż  hemoroidy, oraz choroby takie jak uchyłkowate zapalenie jelita grubego lub nawet zwykłe zaparcia występują niemal wyłącznie w krajach, w których zasiada się na sedesie.

Fakt, że tradycyjna toalet jest higieniczna i zdrowa nie oznacza oczywiście, że jest ona dla Europejczyka wygodna pod każdym względem. W toalecie kucanej zamiast papieru korzysta się z wody, co ma podwójny skutek. Po pierwsze toaleta taka ma zawsze „spuszczoną wodę” wiec jest statystycznie czystsza jednak zabiegi higieniczne wykonane przy pomocy wody, powodują, że slipki po wyjściu z toalety są lekko … mokre. Na szczęście w klimacie, w którym korzysta się z tradycyjnych toalet temperatury bywają na tyle wysokie, że zazwyczaj nie pojawia się efekt przesiąkania.      

Kolejnym ubocznym efektem korzystania w tradycyjnej toalecie z wody, bywa jej rozchlapywanie, skutkiem czego wejście do „przybytku” w warunkach domowych odbywa się w dyżurnych klapkach. Stoją one przed progiem i służą tylko do wizyty w toalecie, pod żadnym pozorem nie należy w nich chodzić po mieszkaniu, po którym zwykle chadza się „na bosaka”.

W Indiach bywa naj(b)trudniej
Indie to kraj o najgorszej infrastrukturze toaletowej na świecie; aż 52 proc. jego mieszkańców z obszarów wiejskich nie ma dostępu do żadnej for¬my toalety - nawet wychodka z dziu¬rą w ziemi. W miastach jest niewiele lepiej. Toalety ze spłuczką są luksu¬sem, na który może sobie pozwolić tyl¬ko klasa średnia, bo w Indiach brakuje wody.

Stare Delhi i uliczny pisuar-ścianka
Stare Delhi ...
Indie to nawet obecnie kraj w którym jest więcej świątyń niż  toalet publicznych. To fakt nie pomówienie! Jednym z haseł kampanii wyborczej z 2014 r. był slogan „Najpierw toalety, potem świątynie". Co prawda od kilku lat władze prowadzą szereg programów, którym celem jest zmiana tego stanu rzeczy jednak póki co … jest jak jest.  O determinacji władz może świadczyć jednak fakt, iż niedawno (w 2017 r.) władze stanu Hariana sięg¬nęły po drony uzbrojone w kamery, które latały nad polami, by zniechęcać wieśniaków do pokątnego załatwia¬nia się w krzakach. Z kolei w stanie Madhya Pradesh przegłosowano prawo, na mocy które¬go osoby przyłapane na wypróżnianiu się gdzie popadnie tracą prawo do gło¬sowania w wyborach do lokalnych rad.

Specyficzne podejście Hindusów do „tematu” wynika z faktu, iż  wielu mieszkańców Indii uważa, iż  schludnie musi być w domu, zaś brud na zewnątrz w zasa¬dzie im nie przeszkadza. Co więcej spo¬ra część społeczeństwa uważa, że potrze¬by fizjologiczne (nieczyste) należy załatwiać z dala od domu, gdzie się mieszka i gotuje. Nie bądźcie zaszokowani jeśli na starym mieści w Delhi zobaczycie mężczyznę, który szuka ulgi dla pęcherza po prostu pod ścianą.  

Oczywiście jeśli będziecie podróżować po Indiach zatrzymując się wyłącznie w hotelach o europejskim standardzie, możecie nawet nie dostrzec tego problemu, no może poza Starym Delhi … jednak na prowincji bywa różnie. To samo dotyczy ewentualnych podroży indyjskimi pociągami, które w niższych klasach są wyposażone tylko w toalety kucane.  

Toaletowy wehikuł czasu
Japonia to z jednej strony lider innowacji i technologicznych nowinek, z drugiej zaś państwo, którego korzenie tkwią w wielowiekowej tradycji obecnej w codziennym życiu do dziś. Ów pozorny paradoks doskonale widać również w wyposażeniu japońskich toalet. Mają one zarówno formę  zaawansowanych i zautomatyzowanych technologicznie klozetów, jak również i tych tradycyjnych, kucanych.     

Tech-toleta w miniaturze.
Panel sterowania toaletą.
Tradycyjny wariant występuje jednak tylko w niektórych miejscach publicznych (dworce, parki, świątynie, tradycyjne restauracje, stare budownictwo) podczas gdy w nowoczesnych domach oraz hotelach dominują toalety zautomatyzowane, z  wbudowanym bidetem z systemem spłukującym, a także ogrzewaną muszlą klozetową. W urządzeniu takim można regulować ciśnienie wody oraz jej temperaturę, oczywiście gdy zna się język japoński. Nawet jeśli go się jednak nie zna to nie ma problemu z  obsługą podstawowych funkcji bo te opisane są angielskim słowem i ikoną na przycisku. Pewnym wyzwaniem pozostaje jednak dostęp do panelu sterującego, bo hotelowe toalety są bardzo, bardzo niewielkie i raczej dostosowane do skromnej postury Azjatów.  O tym jak jest w nich wąsko niech świadczy fakt, że zazwyczaj nie da się w takiej toalecie swobodnie rozpostrzeć rąk, na pełną długość ramion.

Co ciekawe, niektóre automatyczne toalety publiczne posiadają specjalną instalację (głośniczek), który symuluje spuszczanie wody. Dźwięk ten służy podobno do zamaskowania odgłosów jakie mogą dochodzić z toalety, bez faktycznego spłukiwania muszli, co pozwala zaoszczędzić wodę. Funkcjonalność ta podobno stworzona została głównie z myślą o kobietach, zaś samo urządzenie bywa nazywane  otohime - dźwiękowa księżniczka.

Jeśli ktoś ma zamiar zatrzymać się w tradycyjnym japońskim hotelu / hostelu zwanym  „ryokan” to powinien pamiętać, że w Japonii, podobnie jak w krajach muzułmańskich, wizyta w tradycyjnej toalecie wymaga założenia specjalnych „kapci” toaletowych,  które następnie należy zdjąć po wyjściu. Paradowanie w takich kapciach po części mieszkalnej domu  jest niedopusz¬czalne. Dla Japoń¬czyków takie toaletowe kapcie są synonimem najbrudniejszej rzeczy na świecie.

Odrobina luksusu
Pomimo, że tradycyjna toalety, są bardzo proste w swojej konstrukcji to bywa również, że są one również bardzo luksusowe. Zdarzało mi się widywać w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, kraniki toaletowe, które wyglądały tak jakby były pokryte złotem. Z drugiej strony, do dzis pamiętam też luksusowe pisuary, wypełnione lodem, z jakich można było skorzystać w jednym z hoteli w Sun City. Tak, tak …

Bush toilet
Nawet jeśli tradycyjna toaleta wzbudza w nas niechęć czasami przychodzi taka chwila, gdy nawet za nią zaczynamy tęsknić. Dzieje się tak na afrykańskich lub azjatyckich bezdrożach, gdzie trudno czasem trafić na stację benzynową, nie mówiąc o opcji napotkania toalety publicznej. W takich okolicznościach przyrody nie pozostaje nic innego jak skorzystać z tradycyjnej opcji „Panowie, na prawo … Panie na lewo”.
Tyle, że rozwianie to nie zawsze bywa możliwe o czym doskonale wiedzą osoby, które zwiedzały Parki Narodowe w Afryce lub Azji. Pół biedy jeśli ktoś wyjechał tylko na dwu-trzygodzinną wyprawę z terenu stałego obozu (np. takiego jak w Parku Krugera w RPA), w którym mieszka się zazwyczaj w domkach wyposażonych w normalną toaletę. Jeśli sytuacja jest podbramkowa to kierowca / przewodnik zawsze może odwieźć pechowca do najbliższego campu, który znajduje się zazwyczaj nie dalej niż w odległości kilkanastu kilometrów, chociaż współpasażerowie na pewno będą mieli z tym problem.

Innej opcji jednak nie ma, odpowiedzialny przewodnik, nawet ten dysponujący bronią, nie pozwoli delikwentowi na chwilę samotności „pod krzaczkiem”, ze względu na niebezpieczeństwo grożące ze strony drapieżników.

Bush toilet … stojący w tle parawanik osłania dziurę w ziemii. Tak wygląda tymczasowe obozowisko w trakcie zwiedzania delty Okawango / National Park Moremi.
Najgorzej jeśli natura odezwie się w czasie spływu. Wtedy pomocy trzeba szukac gdzie na brzegu.
Większym wyzwaniem są kilkudniowe wyprawy poza stałe obozowiska, w trakcie których jedynie na noc rozbija się namioty. W takim wypadku rolę toalety pełni … wykopana w ziemi dziura, elegancko zasłonięta brezentowym parawanem. Jako, że obozowiska takie chronione są przez kilku ludzi z długa bronią spokój jest zapewniony.
Najgorzej bywa w trakcie rożnego rodzaju spływów, gdzie jedyną opcją jest przybicie do brzegu w miejscu możliwie ustronnym czyli zazwyczaj zarośniętym krzakami.
Toaletowa historia
Pojedyncze toalety z siedziskami budowano już w Egipcie i na Bliskim Wschodzie, jednak pierwsze publiczne latryny tego typu pojawiły się dopiero II w. p.n.e., w hellenistycznym Pergarnonie. Największe zasługi w popularyzacji toalet położyli jednak Rzymianie, którzy budowali je przy forach, teatrach i łaźniach niemal we wszystkich miastach imperium. W samym Rzymie w IV w. było ich 144, przy czym największa z nich mieściła do 100 osób naraz.

Pomimo, że Rzymskie toalety bywały wznoszone nawet marmuru to panująca w nich atmosfera była prawdopodobnie trudna do zniesienia. Budynek był ciemne i duszny, pomimo, że posiadały dostęp do kanalizacji i bieżącej wody.  Było to konieczne gdyż Rzymianie nie korzystali z papieru toaletowego. Zamiast niego używali kamieni, potłuczonych skorup, mchu lub też specjalnych gąbek osadzonych na patykach (tzw. orytospongium). Przyrząd ów zanurzano w wodzie płynącej w specjalnych kanalikach wydrążonych w podłodze przy czym wydaje się, że był on wielorazowy i przechodni. Jeśli przypuszczenie te są prawdziwe to publiczne toalety musiały być wylęgarnią chorób wszelakich. Być może gąbka bywała jednak nasączona również octem, winem lub słoną wodą, co ograniczałoby problemy natury higienicznej.
© Philip Corke/Heritage Images/Getty Images
 
Ruiny starożytnego Koryntu (Grecja) kamienne siedziska i kanał na bieżąca, wodę, w której maczano gąbki do podcierania. Czytaj więcej > O kanale i córach Koryntu
Pomimo tego zagrożenia (niekoniecznie oczywistego dla starożytnych) wizyty w latrynach traktowano nie tylko w kategoriach fizjologicznych, ale i socjalnych. Wizyta taka była okazją do spotkania ze znajomymi oraz do przerwy w pracy. Z czasem jednak za taki „luksus” zaczęto obciążać klientów toaletowego przybytku specjalną opłatą. Na pomysł  opodatkowania latryn miejskich miał podobno wpaść cesarz Wespazjan, który został za ten fakt skrytykowany przez własnego syna Tytusa, któremu cesarz odpowiedział na zarzuty stwierdzeniem, że … pieniądze nie śmierdzą.

Co zaś do papieru toaletowego to jego wynalazcami byli oczywiście Chińczycy. Stosowano go już II w n.e. Z czasem stał się on na tyle popularny, że cesarz Hongwu, brutalny despota z XIV w., zamawiał dla swojego dworu, aż 15 tyś. arkuszy wyjątkowo miękkiego, perfumowanego papieru toaletowego.
 
Ruiny Cezarei Nadmorskiej (Izraele) z pozostałościami telety publicznej z czasów króla Heroda.
Zanim jednak papier stał się na tyle tani i popularny, że zaczęto stosować powszechnie, korzystano z wielu innych metod.  Wikingom wystarczała garść wełny lub liści. Arystokraci stosowali skrawki płótna, a dokładniej rzecz biorąc, pozostawiali to „służącym obsługującym" którzy w krytycznym momencie mieli w gotowości „szmatkę do zadka". Amerykańscy pionierzy – wykorzystywali suszone łuski kukurydzy,  rybacy – muszle, omułków, zaś marynarze  postrzępiony koniec liny, zanurzony w wiadrze z wodą morską.
Po pojawieniu się prasy drukarskiej szybko zaczęto wykorzystywać w roli papieru toaletowego stare gazety, magazyny i katalogi wysyłkowe. Niektórzy amerykańscy wydawcy tych ostatnich wybijali nawet dziurkę w ich górnym lewym rogu, zdając sobie sprawę, że skończą one w latrynie.
Znany nam obecnie papier toaletowy pojawił się dopiero w drugiej połowie XIX w. przy czym początkowo był on produkowany w formie arkuszy. Pomysłodawcą tej koncepcji był Amerykanin Joseph Gayetty, który umieścił nawet swoje nazwisko na każdym arkuszu. Dwadzieścia lat później pojawił się papier w rolkach, tyle, że ciągle miewał on .. drzazgi.
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego