Swanetia - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Swanetia

PODRÓŻE > AZJA > GRUZJA
Pomimo, że XXI w. zaczął się niemal dwie dekady temu, na Kaukazie ciągle są miejsca które skutecznie opierają się naporowi  komercji i masowej turystyki. Miejscem takim jest min. Swanetia, surowa krain dumnych górali, która przez połowę roku jest odcięta od świata przez śnieg i mróz. Gdy jednak w końcu do Swaneti przychodzi wiosna wszystko tu się zmienia.  Leżące w cieniu okrytych śniegiem szczytów doliny pokrywają się zielonym kobiercem traw.

Tym co najbardziej zwraca tu jednak uwagę przybysza są dziesiątki kamiennych wież. Niegdyś służyły one do obrony, podczas gdy dziś są materialnym symbolem rodowej tradycji oraz niezwykłą atrakcją turystyczną, która nie ma swojego odpowiednika w żadnymi innym miejscu na Ziemi.
Droga życia, droga śmierci.
Dotarcie do Swaneti wymaga odrobiny wysiłku, gdyż do głównego miasta regionu czyli  Mesti wiedzie tylko jedna, górska, kręta i wąska droga. Podróży  nie ułatwia sposób w jaki lokalni kierowcy prowadzą swoje stalowe rumaki, z fasonem i fantazją, za to bez szczególnego poszanowania dla zasad kodeksu drogowego. Warto pamiętać, że na kaukaskich drogach ciężarówki, niezależnie od okoliczności, zawsze mają pierwszeństwo. Ot taki lokalny drogowy … klimat.
Wyprawę do  Mestii zaczyna się z Zugdidi, które obecnie jest posterunkiem na granicy z Abchazją, prowincją „oderwaną” od Gruzji, która znajduje się pod rosyjskim protektoratem. „Marszrutkę” czyli lokalny busik można bez problemu każdego dnia rano znaleźć pod dworcem kolejowym.
Zugdidi: Osoby, które zechcą zatrzymać się na 2-3 godziny w Zugdidi mogą zwiedzić pałac książąt Dadianich, którzy panowali w regionie Megrelii. Zbudowano go w  1873 r. na miejscu  Pałacu Davida Dadiani. Nowy pałac ma nietypowy jak na tą cześć świata styl architektoniczny zbliżony do europejskiego. Obecnie w pałacu mieści się muzeum, które ma wśród swoich eksponatów m.in. całun Maryi (autentyczny jak nic) oraz pamiątki związane z Napoleonem. Moim zdaniem najciekawsze są jednak  XVIII-XIX w. ryciny z pejzażami gruzińskich miast. Nie mniej interesujący od pałacu jest otaczający go ogród, w którym posadzono rośliny / drzewa przywiezione z różnych zakątków świata, dzięki czemu powstał jeden z najciekawszych ogrodów botanicznych na Kaukazie.

Droga do Mesti pnie się wąskimi serpentynami, przylepionymi do ostrych, skalnych ścian. Widoki są fantastyczne, szczególnie te w okolicy  jeziora Inguri / Enguri, którego wody mają nieprawdopodobną, turkusową barwę.  Obok jeziora znajduje się nie mniej imponująca zapora Inguri (trzeba odbić kilkaset metrów z drogi by ją obejrzeć). Jest to piątą co do wysokości na świecie betonowa zapora w kształcie łuku. Ma 271 m wysokości i 725 m długości, zaś wytworzony w niej prąd pokrywa 40 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną Gruzji.
Jezioro i zapora Inguri.

Dalej droga wiedzie stromym podjazdem, który oddziela doliny Inguri i Mulchura czyli granicę Parku Narodowego Zerno. Z tego miejsca, jeśli pogoda sprzyja, można zobaczyć Uszbę, czyli najurodziwszą  górę Kaukazu. Dalsza droga do Mestii to kilometry serpentyn, podjazdów i zjazdów, ku zalesionym wąwozom, wioskom  i zdobiącym je kamiennym wieżom, tonącym w cieniu ośnieżonych szczytów Kaukazu. Bajka … o ile pogoda sprzyja.
Mestia
Kilkanaście lat temu gruzińskie władze podjęły starania celem których było przekształcenie Mesti w ośrodek sportów zimowych. W okolicy miasta wybudowo dwa ośrodki narciarskie (Tetnuldi i Hatsvali). Przebudowano również centrum Mesti, którego głownym punktem jest nowy rynek miejski (Seti) ze stylizowanym pomnikiem królowej Tamary. Wokół rynku wzniesiono nowe budynki z kamienia i drewna, stylizowane na konstrukcje średniowieczne (?). Efekt jest nieco zaskakujący architektonicznie, jednak moim zdaniem wszystko to wygląda atrakcyjnie i funkcjonalnie (na parterze umieszczono sklepiki i kawiarenki).
Mestia - rynek miejski (Seti Square) ze stylizowanym pomnikiem królowej Tamary na koniu.
Poza centrum dominują tradycyjne kamienne lub drewniane domy, często wzniesione na niskich drewnianych palach, które pozwa¬lają odizolować domy od podłoża co przydaje się w zimie. Niektóre z nich zamieniono na niewielkie pensjonaty  dla turystów. Obowiązkowym dodatkiem do takiej kwatery jest codzienna kolacja, a raczej wieczorna biesiada zwana przez Gruzinów suprą. I niech się komuś nie wydaje, że uda mu się od takiej uczy wymówić lub też nie wypić wielu, wielu toastów. Pan Zagłoba miałby tu używanie, za to ja następnego dnia miałem … ból głowy … ale, żeby nie było, że narzekam. Nie narzekam ;-), bo Swanowie przy bliższym kontakcie okazali się nadzwyczaj serdeczni.

Bóg, Honor, Ojczyzna – to trzy słowa które doskonale określają stosunek do życia jakie wiodą Swanowie … no może jednak bardziej w kolejności Honor, mała Ojczyzna i Bóg.

Bóg
Swanowie są chrześcijanami od IV w. n.e. i pozostają nimi w sporej częsci do dziś pomimo, iż ich kraj przez dziesięciolecia znajdował się w granicach Związku Sowieckiego, państwa walczącego ateizmu. Fakt ten nie dziwi, gdy się pamięta, że do zmiany religii nie zmusili Swanów, ani Persowie, ani Mongołowie, ani Arabowie, ani nawet Turcy.

Swoją niezależność ten górski lud zawdzięcza w znacznym stopniu okolicy jaką zamieszkuje. Nawet dziś pozostaje ona, od wczesnej jesieni do późnej wiosny,  odcięta od świata. Przy silnych opadach śniegu jedyna droga dojazdowa bywa pokryta nawet 10 metrową warstwą białego puchu. W tych okolicznościach przyrody faktycznie bliżej z stąd do Boga niż do ludzi.
Honor
Swanowie to ludzie twardzi, małomówni i zamknięci w sobie o silnym poczuciu przynależności rodowej, którzy hołdują najbardziej tradycyjnym spośród tradycyjnych wartościom. Nikomu tu nie przyjdzie do głowy by dyskutować o emancypacji kobiet, za to gdyby ktokolwiek śmiał dopuścić się obrazy wobec córki bądź żony Swana to biada mu. Występek taki musiałby zostać bezwzględnie i szybko ukarany, przy czym  nikt by tu raczej nie wzywał do takiej akcji organów porządku publicznego. Na całym Kaukazie do dziś pozostaje żywa tradycja nazywana licwri, będąca lokalną wersją włoskiej wendety.   

Jako, że według Swanów honor nie ma ceny, każda jego obraza wymaga adekwatnej czyli często zbrojnej reakcji. Jeszcze sto lat temu operacji takiej dokonywano ogniem i mieczem stosując taktykę klasycznego … zajazdu w wersji a’la Kmicic. Atak można było odeprzeć tylko dzięki budowanych w każdej wiosce kamiennym wieżom obronnym,  po czym po odparciu przeciwnika trzeba było ruszyć za nim w pogoń. No chyba, że atakujący przystępowali do długotrwałego oblężenia co czasem zdarzało się i trwało miesiącami. W takim wypadku spór mógł być rozstrzygnięty albo przez fizyczną eliminację jednej ze stron albo przez sąd polubowny tzw. cor  złożony z 12 członków rodziny obwiniającego (zabójcy) i 13 krewnych winnego (zabitego).

Dziś oczywiście obrona honoru nie prowadzi do krwawych porachunków, co najwyżej do obicia komuś wiadomej części ciała. Faktem jednak jest, że zbójnicka tradycja przetrwała w Swaneti do … końca  XX w. kiedy to doszło do erozji instytucji państwowych w tym rejonie Kaukazu.  W tym okresie w dolinach panoszył się Jewgienij Apraszydze, bandyta który napadał na turystyczne autobusy i porywał ludzi dla okupu. Był nieuchwytny, aż do momentu gdy uprowadził brata najlepszego gru¬zińskiego piłkarza Kachy Kaładzego. Ten wybryk przelał czarę goryczy i w 2004 r. na poszukiwania rabusia prezydent Saakaszwili wysłał oddział komandosów, którzy go ujęli i w Swaneti zapanował w końcu spokój.
Dziś region jest „turystycznie bezpieczny”, co nie oznacza jednak, że portfele turystów pozostają niezagrożone. Tym jednak razem otwierają je oni z własnej woli przed właścicielami hotelików, kwater prywatnych oraz lokalnymi  przewodnikami. Okazało się, że turystyka jest znacznie bardziej dochodowa niż zbójowanie.
Ojczyna
Ojczyzną Swanów jest Górna i Dolnej Swanetia oraz Abchazja, gdzie zamieszkują oni prawdopodobnie od II wieku p.n.e. Są Gruzinami, ale jeszcze sto lat temu naukowcy badający Kaukaz uznawali ich za osobny lud, pewnie dlatego, że wykształcili własny język. Jako że nie istnieje jego zapis, został on uznany przez UNESCO za zagrożony wyginięciem. Szacuje się, że obecnie Swanetię zamieszkuje ok. 22 tyś Swanów przy czym liczba ta z roku na rok maleje. Częściowo jest to efektem przesiedleń z lat 80-tych XX w. których dokonano do katastrofalnych lawinach i osunięciach ziemi, które miały miejsce w tym regionie.  Władze sowieckie przeniosły część  Swanów do Azerbejdżanem, gdzie mieli mieszkać z daleka od gór i niebezpieczeństw. Gdy Związek Sowiecki upadł cześć z nich, ale nie wszyscy, powrócili do kraju ojców.
Znacznie poważniejszy problem stanowią młodzi Swanowie, którzy uciekają do miast, gdzie życie jest lżejsze, a zarobki wyższe. Na miejscu zostają głównie emeryci, ludzie, którzy postawili na turystykę lub ci którzy mają dużo bydła lub owiec, które sprzedają na mięso.

Tam gdzie mieszkają szczęśliwi Swanowie
Jadąc do Swaneti trzeba konieczne odwiedzić wieś Uszguli / Ushguli, położoną na wysokości 2200 m n.p.m, która jest najwyżej położoną wioską na Kaukazie, oraz jak twierdzą Gruzini, również w Europie, bo Kaukaz to przecież góry graniczne naszego kontynentu.

Miejsce to wygląda tak jakby „staruszek czas” czas próbując dotrzeć do Uszguli pomylił szlaka, zgubił się i nigdy nie dotarł tam gdzie miał zamiar. Może to przesada, ale nie, aż taka wielka jeśli się wie, że nawet dziś Uszguli jest odcięte od świata przez co najmniej  6 miesięcy w roku.  Nie dociera tu wtedy nic poza śmigłowcem, a i ten pojawia się tylko w wypadku konieczności ratowania ludzkiego życia. Mieszkańcy wioski przygotowując się do zimy muszą zgromadzić zapasy na wiele, wiele miesięcy.

Pradziadowie obecnych mieszkańców wioski wybrali to niegościnne miejsce na osadę nie bez powodu. Niegdyś miejsce to miało strategiczne znaczenie pozwalające na długotrwałą obronę, jak również zabezpieczało od wschodu bezpieczeństwo całej Górnej Swaneti. To właśnie ów półwojskowy charakter wsi spowodował, że wzniesiono w niej kilkanaście charakterystycznych kamiennych wież obronnych.  

Uszguli to obowiązkowy punkt na trasie każdego turysty (od 1996 na liście UNESCO), jednak jeśli dojazd do Mestii można uznać za trudny do droga Uszguli zasługuje na miano ekstra-trudnej. Jedyną opcją jest wynajęcie samochodu terenowego (Łada Niva lub UAZ) z napędem na cztery koła wraz z lokalnym kierowcą. Trasa wiedzie wąskimi, krętymi dróżkami, przylepionymi do stromych, skalnych ścian. Droga jest wyłącznie gruntowa, na niektórych odcinkach błotnista, gdyż przecinają ja spływające z góry okresowe strumyki, nad którymi oczywiście nikt nie buduje mostków.
Droga do Uszguli – nie jest łatwo, ale widoki rekompensują ryzyko i trud wyprawy.
Gdy jednak dojeżdża się w końcu do Uszguli widok okazuje się wart podjętego wysiłku. Okolica wygląda niczym plan filmowy jakiegoś filmu historycznego. Zielona dolina usiana jest lasem kamiennych wież, wysokich na 20 metrów, które posiadają po 4 lub 5 kondygnacji. Większość z wież zbudowano w okresie IX - XIII w. co oznacza, że te najstarsze mają ponad 1000 lat !

Do ich budowy wykorzystywano specjalne rusztowania i pomosty po których toczono ogromne kamienie. Dobierano je tak, aby ich grubość malała wraz z wysokością wieży. Na szczycie każdej wież znajdują się wyszczerbione gzymsy forteczne, a w ścianach umieszczono wąskie okienka strzelnicze.

Wejście do wieży znajduje się kilka metrów nad poziomem gruntu więc, aby z niego skorzystać należało niegdyś użyć specjalnej belki-drabiny. W razie niebezpieczeństwa wciągano ją do środka budowli niczym most zwodzony do zamku. Gdyby jednak pomimo to przeciwnikowi udało się dostać do wnętrza wiezy to wcale nie oznaczało to, że pokonał on jej obrońców. Najniższe piętro zajmowały bowiem zwierzęta domowe. Na wyższe kondygnacje prowadziły kolejne drabiny, które były oczywiście wciągane w razie niebezpieczeństwa, przy czym włazy poszczególnych pięter był ułożone naprzemiennie, aby zażegnać ryzyko upadku na sam dół. W okresie pokoju na górnych piętrach magazynowano narzędzia i paszę.   

Na najniższym piętrze znajdowało się również otwarte palenisko, odgrodzone od obórki drewnianą przegrodą. Dawniej nad paleniskiem wisiał ogromny kocioł, do mieszania którego używano łańcucha. Łańcuch ten był również rodzajem rodowego … totemu (?) to na niego przysięgali i przeklinali członkowie rodziny. Jego kradzież była występkiem, który wymagał krwawej zemsty.

Zważywszy na fakt, iż kamienne wieże potrafiły wytrzymać nawet ogień, można się w nich było bronić tygodniami co przy tutejszym krótkim okresie wegetacji bywało więcej niż wystarczające. Gdy zbliżała się zima, oblegający wieżę musieli wracać do domu bo pomarliby z głodu i zimna.   

Pomimo swoje wielusetletniej eksploatacji sporo wież w dalszym ciągu jest wykorzystywanych przez mieszkańców Uszguli w celach gospodarczych. Pełnią rolę stodół, składzików, spiżarni, a czasem graciarni z pozostałościami sprzętu gospodarskiego sprzed stu, a może i dwustu lat, W Europie część z tych przedmiotów pewnie zostałaby uznana za obiekty muzealne … ale w Uszguli nie są one nimi.

Żadna z wież nie została przekształcona w muzeum, dlatego też jeśli ktoś chce je zwiedzić od zewnętrz to musi poprosić o zgodę jej właściciela. Nie ma z tym wielkiego problemu. Przydaje się jednak znajomość rosyjskiego, drobna kwota lari w charakterze opłaty biletowej oraz odrobina odwagi w przypadku osób, które zechcą wspiąć się po drabinie na szczyt liczącej 20 metrów wieży.
Uszguli to jednak więcej niż tylko wieże, to również „zwyczajna” wieś która zaczyna czerpać profity z niewielkiego ruchu turystycznego. Wieś nie wygląda może zbyt atrakcyjne, ale jest tu sklep, restauracyjka, można skorzystać z noclegu, a nawet wynająć samochód, żeby pojechać pod lodowiec Shkhara lub na przełęcz Gharvashi. Zamiast auta można też wypożyczyć konie.
W Uszguli warto również odwiedzić wybudowaną w XII w. cerkiew Lamaria (św. Marii). Jest to niewielka budowla o bardzo prostej formie, otoczona kamiennym murem. Jej ascetyczne wnętrze, z kamiennym ikonostasem, zostało ozdobione freskami, które przetrwały w doskonałym stanie 900 lat.  Wnętrze jest co prawda mroczne, ale nawet w takich warunkach wizerunki błogosławionych zaskakują żywymi kolorami w świetle świec. W Europie zabytki tej klasy byłyby pod szkłem i policyjnym nadzorem; w Uszguli można ich bez problemu dotknąć.

Cerkiew Lamaria znana jest nie tylko ze swoich ikon, ale i z tego, że pielgrzymują do  niej małżonkowie, którzy nie mogą mieć dzieci, by modlić się o potomstwo. Warto pamiętać, że kobiety we wnętrzu świątyni obowiązuje nakrycie głowy, ramion i nóg.
Cerkiew Lamaria (św. Marii) rozświetlana jedynie niewielkimi okienkami przypominającymi .. otwory strzelnicze.



KOMUNIKACJA
Wyprawę do Swaneti zaczyna się z Zugdidi, gdzie można dotrzeć albo pociągiem albo autobusem. Trasę do Mesti najwygodniej pokonać marszrutką, która rusza rano spod dworca w Zugdidi. Z kolei trasę Mesti – Uszguli można pokonać tylko samochodem 4x4 z lokalnym kierowcą. Radzę wynająć pojazd w obie strony, chociaż, gdy dotarłem do Uszguli okazało się, że są tam kierowcy, którzy za 30 lari odwiozą klienta do Mestii, wykonując kurs tylko w jedną stronę. Oczywiście cenę przejazdu zawsze trzeba negocjować przed wyruszeniem w drogę nigdy nie godząc się na pierwszą propozycję, która na 100% będzie za wysoka. To nie złośliwości tylko taki lokalny  klimat.

ZAKWATEROWANIE
Według booking.com w Zugdidi jest ok. 90 hoteli i hotelików wiec jest w czym wybierać. W Mesti i Uszguli najwygodniej zamieszkać w kwaterach prywatnych lub przydomowych hotelikach, w których ceny za dobę wahają się od 90 do 120 zł.

KULINARIA
Warto spróbować placka kubdari wypełnionego cienko pokrojonymi smażonymi kawałkami mięsa (wieprzowo-jagnięcego), cebulą, czosnkiem, czasem nawet morelami oraz lokalnymi przyprawami. To taka lokalna odmiana chaczapuri. Warto również posmakować chwisdari czyli kulek smażone z mąki kukurydzianej, sera, jaj i zsiadłego mleka oraz taszmidżabi czyli purée z ziemniaków wymieszane z serem.

Kuchnia Swaneti jest najbardziej znana nie ze swoich potraw tylko z …soli. Tak zwana swańska sól to mieszanka składająca się z soli pochodzącej z gór Kaukazu oraz ziół rosnących na górskich łąkach. W skład mieszanki wchodzi kolendra, kozieradka, czosnek czerwony, szafran imeretyński (suszone aksamitki stanowią zamiennik szafranu, mają ziołowy smak z lekko owocową nutą i równie pięknie jak szafran aromatyzują i barwią potra¬wy), koper, cząber, kminek dziki lub górski.

Proporcje soli i ziół przekazywane są z pokolenia na pokolenie i stanowią rodzinny sekret.  Zgodnie z wielowiekowa tradycją wszystkie składniki soli powinno się ucie¬rać powoli  w moździerzu, by smaki pomału się przenikały. Swańska sól jest ceniona zarówno ze względu na walory smakowe jak i zawartość mikroelementów, które przyspieszają podobno przemianę materii.    

Niegdyś swańska sól, była popularna jedynie na Kaukazie, jednak obecnie staje się one coraz popularniejsza również poza tym rejonem. Obecnie można ja również kupić w specjalistycznych sklepach w Polsce.

Uszguli to nie skansen tylko wioska, która żyjące nie dla, ale pomimo turystów. Swojskie klimaty ze świnkami na uliczkach. Zapachniało …domem ;-)

 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego