Smoki z Komodo - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Smoki z Komodo

PODRÓŻE > AZJA > INDONEZJA
Pewnie większość z Was zetknęła się z pojęciem „żywych skamieniałości”, których używa się w stosunku do gatunków roślin i zwierząt, które w niemal niezmienionej formie przetrwały od milionów lat. Te najstarsze należą zazwyczaj do organizmów, które rozwinęły się w środowisku wodnym (np. skrzypłocze (które jako gatunek istnieją ponad 400 mln lat) czy ryby z gatunku latimeria (60 mln lat). Znacznie młodsze są oczywiście gady, jednak i wśród nich jest sporo gatunków, które osiągnęły nadzwyczaj „sędziwy” wiek i dotrwały do naszych czasów chociaż bardziej pasują one do czasów gdy Ziemią  rządziły dinosaury.

Jednym z najbardziej interesujących „prehistorycznych” gadów jest waran z Komodo, zwany też smokiem, gdyż jest to największa współcześnie żyjący jaszczurka. Zamiast jaszczurka trzeba by jednak powiedzieć jaszczur bo dorosłe warany osiągają długość 3-3,5 m.
Warany z Komodo
Megalanie pozostaje największą znaną nam jaszczurką kopalną, w dodatku jest też największym znanym nauce zwierzęciem jadowitym (prawdopodobnie). Odkryte w Australii szkielety Megalani, wskazują, iż ostanie jaszczurki tego gatunku wymarły ok. 40-50 tyś lat temu, być może w efekcie zmian klimatycznych (pustynnienie Australii). Megalanie nie wymarły jednak bezpotomnie – do naszych czasów przetrwał ich mniejszy krewniak zwany Varanus komodoensis czyli Waran z Komodo (wiek tego gatunku ocenia się nawet na 100 mln lat), który posiadł zdolność pływania. Być może to ona uratował im życie i umożliwiła migrację z wyspy na wyspę, w poszukiwaniu bardziej dogodnych warunków zycia.

Warany z Komodo
Warany przetrwały ostanie 50 tyś lat zamieszkując na wyspach archipelagu noszącego nazwę Małych Wysp Sundajskich. W szczególności upodobały sobie kilka z nich w cieśninie pomiędzy Sumbawą, a Flores, które przypominają pierwotne środowisko Megalani (las tropikalny, z polanami, zamieszkany przez ssaki (dzikie świnie, jelenie, bawoły).     

Wyspy sundajskie, stanowiące wąski pas lądu pomiędzy Jawą i Timorem, nie wzbudzały większego zainteresowania biologów, aż do początku XX w., kiedy to europejscy badacze odkryli na nich warany. Z czasem stały się one największą atrakcję turystyczną tego regionu Indonezji w którym utworzono Park Narodowy Komodo.
Park Narodowy Komodo obejmuj trzy duże wyspy czyli Komodo, Rinca (czyt. Rencza) i Padar, oraz wiele mniejszych wysepek - w sumie jego powierzchnia wynosi niemal 2 tyś. h2 wody i lądu. Morze stanowi aż 67% powierzchni parku, dlatego wielu turystów przyciąga do niego możliwość nurkowania. Wody na południe od obszaru chronionego są chłodniejsze niż te na pomocy, dzięki czemu można w niej oglądać zarówno korale i ryby rafowe, jak i morską faunę typową dla strefy umiarkowanej.
Ponieważ park znajduje się w tzw. strefie przejściowej Wallace'a, są w niej obecne zarówno gatunki azjatyckie, jak i australijskie.
Populacja indonezyjskich waranów, nazywanych ora, zamieszkuje wyspy Komodo, Rinca, Gili Montang (na południowy wschód od Rinca) i zachodnie wybrzeże Flores - ocenia się na mniej więcej 3 do 5 tyś. osobników. Istnieją także niewielkie odizolowane populacje na północnej Flores i na Gili Dąsami, na południe od Rinca. Ustalono genetyczne podobieństwa pomiędzy waranami z Flores i Rinca, podczas gdy te na Komodo i Gili Montang wykazały wyraźne różnice w materiale genetycznym.
W 1986 r. został wpisany przez UNESCO na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego Przyrodniczego i uznany za rezerwat biosfery.
Podróż w czasie i przestrzeni
Dotarcie do wysp sundajskich do dziś pozostaje sporym wyzwaniem, co nie powinno jednak dziwić skoro Warszawę i Komodo dzieli odległości ok. 11,4 tyś kilometrów (i to w linii prostej). Dla jednych podróż ta będzie mordęgą, dla innych … dodatkową atrakcja. Najpierw bowiem trzeba skorzystać z samolotu który dowiezie na Bali, skąd trzeba przelecieć na wyspę Flores, na lotnisko nieopodal miasteczka Labuan Bajo.

Trasę tą obsługują jedynie lokalne linie lotnicze, które nie posiadają certyfikacji IATA. Oznacza to, że w przypadku odwołania lotu odszkodowania, ani hotelu nie zaproponują. A bywa, że loty są odwoływane bo pogoda w tym regionie jest zmienna, a lotnisko w  Labuan Bajo (Flores) ma jedynie podstawową infrastrukturę bez radaru pogodowego oraz wieży kontroli lotów. Linie lotnicze kursujące na trasie Bali-Flores są oczywiście certyfikowane i dopuszczone do lotów, ale dysponują jedynie mniejszymi samolotami. Co ciekawe były to jak do tej pory jedyne linie z których korzystałem, które w kieszeni fotela oprócz broszurki z instrukcją bezpieczeństwa miały również kartkę z modlitwą … o szczęśliwy lot i lądowanie (w wersji chrześcijańskiej, muzułmańskiej i żydowskiej).

Przystanek Flores
Po wylądowaniu w Labuan Bajo trzeba rozejrzeć się za noclegiem, bo większość z kutrów dowożących turystów na Komodo wyrusza zazwyczaj rano. Opinie na temat tego niewielkiego portowego miasteczka, są bardzo różne – od „romantyczne i barwne”’ po „brudne, nieciekawe i chaotyczne.”Niestety bardziej prawdziwe jest to drugie stwierdzenie, niewielkie miasteczko można obejść w ciągu piętnastu minut kończąc spacer w porcie, który jest chyba najciekawszym obiektem w Labuan Bajo. Jedynym co ratuje miasto są ustawiane po zmroku, w okolicy portu, stoiska na których przygotowuje się świeżą rybę z grila.
Miasto żyje głównie z połowu ryb oraz z turystów, których wozi się na Komodo i okoliczne wysepki. Lokalne agencje (często jednoosobowe firmy prowadzone przez Europejczyków lub Australijczyków) oferują turystom jedno-dwudniowe wyprawy na okoliczne wyspy w trakcie których podpływają pod Komodo, gdzie można zejść na ląd i odbyć pieszą wycieczkę (trekking) po wyspie (bilety do kupienia w kasie parku). Dodatkowym punktem jest opcja kilkugodzinnego plażowania oraz nurkowania z fajką nad lokalną (przepiękną!) rafą. W ramach atrakcji może być też opcja nurkowania z mantami (płaszczkami).
W czasie rejsu szyper gwarantuje swoim pasażerom koję oraz wyżywienie – standard obu tych usług bywa bardzo różny. Ja korzystałem z opcji tańszej, z piętrową koją z twardych desek oraz kuchnią w formie stolika i wiadra. Nie narzekam – pomimo warunków posiłki były świeże (ryby prosto zza burty) i smaczne.
Nasi tu byli
Wyspę Flores, a właściwie Cabo das Flores (Przylądek Kwiatów) obdarzyli tym mianem w 1512 r.  jej Europejscy odkrywcy czyli portugalscy żeglarze. Przez stulecia wyspę kontrolowali jawajscy władcy, potem znajdowała się pod silnym wpływem sułtanatu Ternate, a w XVI w. wybudowana na niej portugalski fort i katolicką misję. W 1859 r. Holendrzy odkupili od Portugalczyków osie¬dla na Flores, gwarantując swobodę działania Kościołowi katolickiemu, skutkiem czego na wyspę przybyli kolejni katoliccy misjonarze, którzy intensywnie - i z powodzeniem - zajęli się szerzeniem chrześcijaństwa.
Obecnie do wiary katolickiej przyznaje się 85% z miliona mieszkań¬ców Flores. Na wyspie od lat
60-tych XX w. działali intensywnie polscy misjonarze - werbiści i sercanie, którzy zyskali spory szacunek bo podobno umiejętnie godzili lokalne, tradycyjne wierzenie z wiarą katolicką. Dzięki naszym misjonarzom Polscy turyści są witani na wyspie z uśmiechem. No i wszyscy pamiętają tu Jana Pawła II. Ciekawe jakiego Indonezyjczyka kojarzy większość Polaków? Obawiam się, że żadnego.
Osoby, którym uda się szybko zorganizować transport / rejs na Komodo, mogą wyruszyć na zwiedzenie jedynej lokalnej atrakcji znajdującej się nieopodal Labuan Bajo (znajduje się ona 4 km od miasta wiec można tam dotrzeć na piechotę, albo wynająć skuter -10 min jazdy).  Atrakcją tą jest Batu Cermin (czyli Lustrzana Skała), której nazwa pochodzi od efektu odbicia porannego słońca od ścian niewielkiego kanionu.
Wejście do jaskini jest biletowane (50 tyś IDR), zaś sama jaskinia jest raczej rodzajem rozpadliny skalnej składającej się  z dwóch sal i krótkich korytarzy, momentami dość niskich (w cenie biletu można skorzystać z kasku i latarki). W jaskini jest kilka ciekawych form naciekowych oraz … nietoperze. Dla komfortu zwiedzających w jaskini wybudowane „betonowe udogodnienia”, które nieco psują klimat. Okolicę porastają bambusowe zarośla, zaś sama jaskinia oferuje chwilę wypoczynku w miłym chłodzie.  

Na morzu
Port Labuan Bajo dzieli do wyspy Komodo ok. 40 kilometrów. Dystans ten można przepłynąć, w zależności od pogody, w ciągu 2 do 4 godzin. Kutry wypływają z portu albo tuż po wschodzie słońca, jeśli płyną bezpośrednio na Komodo (wycieczka jednodniowa), albo w porze po-śniadaniowej jeśli jest to wyprawa dwudniowa, z opcją nurkowania i plażowania.

Kutry są drewniane, może nie najnowsze, ale prezentują się należycie. Mniejsze jednostki zabierają na pokład od 10 do 15 osób, przy czym grupy takie bywają mocno międzynarodowe. Językiem pokładowym jest więc angielski.   

To jak przebiegnie trwający kilka godzin rejs zależy w dużym stopniu od stanu pogody oraz odporności pasażerów na kołysanie. Kutry są niewielkie więc potrafią się nieźle huśtać mimo, że są prowadzone pomiędzy wysepkami co nieco zmniejsza „gniew oceanu”. Kilkugodzinny rejs nie powinien się jednak nikomu dłużyć bo co chwila na horyzoncie pojawiają się kolejne wysepki, inne kutry, a  wodzie widuje się żółwie czy delfiny.
Nie mniejszą atrakcją są piękne i dzikie plaże, które mogłyby służyć jako tło do folderów turystycznych. Stanowią one obowiązkowy przystanek na trasie ku Komodo, z opcją kilkugodzinnego plażowania oraz nurkowania (z fajką i maską, opcja dostępna nawet dla osób niepływających po założeniu kamizelki wypornościowej). Moim skromnym zdanie lokalna rafa wygląda znacznie ciekawiej niż to co można zobaczyć na Morzu Czerwonym, w Egipcie.  Wody i rafy wokół Komodo wyróżnia niezwykła bioróżnorodność, jest tu 260 gatunków korali oraz ponad tysiąca gatunków ryb, morskich ssaków i gadów, m.in. płaszczki, rekiny, żółwie morskie, delfiny i wieloryby.
Amatorom nurkowania w masce z rurką warto polecić zwłaszcza Pantai Merah (Czerwona Plaża), gdzie nietrudno zobaczyć z bliska rozmaite, olbrzymie małże i kolorowe korale. Za różowy kolor wspaniałej plaży odpowiadają czerwone koralowce licznie występujące w tym regionie.
Kutry docierają do Komodo późnym popołudniem, tak by można było jeszcze przy świetle dziennym przygotować kolację i zacumować kuter do brzegu (ze względu na rafę, nie rzuca się kotwicy tylko wiąże kuter długą liną do skały na brzegu).
Potem powoli zaczyna zachodzić słońce  w scenografi lepszej niż w wysokobudżetowym filmie. Szmaragdowa woda, górzyste wysepki i żółta poświat przeświecające przez delikatne chmury. Jedynym co psuje nieco nastrój są nisko latające nietoperze, których po chwili nie widać, za to doskonale słychać.
Zapada noc i robi się naprawdę ciemno  bo w okolicy nie ma żadnej elektrowni, a wiec i żadnej żarówki.  Póki siedzi się na pokładzie noc rozświetla poświata gwiazd, gdy jednak, schodzi się pod pokład, do koi, to mrok robi się gęsty i  duszny. Niektórzy miewają z tym kłopot, zwłaszcza, że na dolnym pokładzie kołysze bardziej niż na górnym. Jeśli ktoś nigdy nie spał na  łodzi lub jachcie to jest to niezły przedsmak morskiej pogody. Nie wszystkim to odpowiada –  niektórzy wolą przespać się na pokładzie, na twardych ławkach.
Słońce zachodzi, noc zapada ...
Świt i pobudka kładzie kres morskim atrakcjom. Po szybkim śniadaniu niewielka łódka dowozi turystów na ląd do posterunku Loh Liang. Im wcześniej rozpocznie się marsz wokół wyspy tym lepiej; są ku temu, aż trzy powody. Po pierwsze, warany są zmiennocieplne wiec rano wygrzewają się na otwartych przestrzeniach czyli łatwiej je zobaczyć. Po drugie, dopóki się nie rozgrzeją i nie nabiorą energii są mniej skore do ataku, a atakować potrafią błyskawicznie i z morderczą precyzją. Nie straszę, tylko piszę o tym co widziałem. Po trzecie, wędrówka po wyspie w pełnym słońcu jest wyczerpująca bo temperatura w południe rośnie nawet do 40 stopni. Jest koszmarnie gorąco.
Kutry u wybrzeży Komodo
Park Narodowy Komodo
Po terenie parku można poru¬szać się tylko w ok. 12-15 osobowych grupach, którymi opiekuje się dwóch tropicieli przewodników. Każdy z nich jest „uzbrojony” w długi, rozwidlony na końcu kij, który służy do odpędzania zbyt agresywnych waranów. Przed wyruszeniem w trasę trzeba oczywiście kupić bilety (oraz wnieść szereg opłat dodatkowych np. za aparat, przewodnik, opłatę klimatyczną, za nurkowanie itd.) oraz odbyć krótki instruktarz bezpieczeństwa.
Instruktarz bezpieczeństwa na posterunku Loh Liang przed wyruszeniem na szlak oraz początkowy odcinek ścieżki Banunggulung
Komodo ma 30 km długości (z północy na południe) i ok. 16 km szerokości i jest jednym z najbardziej suchych regionów w całej Indonezji. Jej najniżej położone tereny porastają  wachlarzowce gebang (Corypha data) i drzewa akacjowe, podczas gdy wystawione na słońce wzgórza porastają odporne na brak wody palmy (lontar).
Rzadko kto zagląda do położonej na południowym krańcu zatoki jedynej na wyspie wioski (Komodo Village), w której mieszka ok. tysiąca ludzi, którzy przenieśli się tu z głębi wyspy, kiedy wytyczono nowe granice parku. Większość z nich utrzymuje się z rybołówstwa. Żyje się tam nadzwyczaj skromnie, ale  goście są mile widziani, zwłaszcza jeśli zechcą kupić w lokalnym sklepie z pamiątkami figurki waranów lub drobne perły. Jeśli ktoś gustuje w takich pamiątkach to nawet jeśli sam do wioski nie trafi to najpewniej lokalni sprzedawcy dopłyną ze swoim towarem do łodzi przed jej odbiciem z Komodo.
Zdarza się, że warany odwiedzają Komodo Village w poszukiwaniu pokarmu (odpadki kuchenne, suszone ryby na plaży, zwierzęta domowe) lub wody pitnej. Wcześniej zdarzały się także ataki na małe dzieci (tak przynajmniej twierdził przewodnik), a nawet wygrzebywanie zwłok z pobliskiego cmentarza. Obecnie na miejscu po¬chówku stawia się od razu murowany nagrobek, który zabezpiecza miejsce przed rozkopaniem.
Pływający „sklep z pamiątkami” w okolicy Komodo
Po Komodo można wędrować wieloma szlakami jednak  największą popularnością cieszy się, krótka dwukilometrowa wyprawa do Banunggulung, którą można potem kontynuować do Poreng w północno-wschodniej części wyspy, a nawet aż do Sebity na wybrzeżu. Możliwe są również spacery z posterunku straż¬ników w Loh Liang (gdzie znajdują się miejsca noclegowe) do Komodo Village na południowym zachodzie albo do Pantai Merah na południowym wschodzie.
Jest jeszcze kilka innych, dłuższych tras do wyboru - najpopularniejszą opcja jest wspinaczka na Gunung Ara (730 m n.p.m.). Na taką wyprawę trzeba jednak przeznaczyć cały dzień (dystans ok. 15 km z wioski w jedną stronę), jednak warto opcję rozważyć bo z Gunung Ara roztacza się fantastyczna panorama wyspy i turkusowo-zielonego morza. Widoki absolutnie niezapomniane. Na szczyt  wędruje się ścieżkami wydeptanymi przez zwierzęta.
Codziennie na szlaki wyrusza nawet kilkaset osób jednak wziąwszy rozmiar wyspy nie ma mowy o tłoku.
Warany
Nieżalenie od tego, który ze szlaków wybierzecie i tak główną, atrakcją będą warany, oczywiście o ile uda się je zobaczyć. Teoretycznie nie powinno być z tym problemu bo na Komodo jest ich ponad tysiąc, ale jak już wspomniałem wyspa ma 30 km długości. Jest się gdzie bawić z turystami w chowanego. Trzeba się rozglądać bo warany atakują zazwyczaj od tyłu z zaskakująco dużą prędkością (krótkie odcinki potrafią pokonywać w tempie 20 km/godz.). Do ataku, oprócz szczęk, służy im też potężny ogon. Siła takiego ciosu oceniana jest na  dwie tony. Nie pomyliłem się – dwie tony! Cios ogonem bez problemu połamie człowiekowi nogi lub zgruchocze klatkę piersiową. Widziałem z bliska walkę kilku waranów w trakcie której ogony poszły w ruch i przyznam, że był to widok bardzo, bardzo niepokojący.
Cichy zabójca
Warany polują tylko za dnia, zawsze z zaskoczenia, zakradając się do ofiary od tylu. Mniejsze ofiary starają się zadusić tak jak robią to drapieżne koty. Atakując większe ofiary (np. jelenia, sarnę, świnię czy bawoła wodnego) próbują najpierw powalić je na ziemię i wykrwawić wyrywając kawałki ciała. Co ciekawe, warany są jedynymi jaszczurami, które czasami polują zespołowo, podobnie jak wilki czy lwy.  
Rzadko się zdarza, aby dużym, upolowanym zwierzęciem pożywiał się tylko jeden waran. Towarzystwo „przy stole” jest mile widzenie, gdyż budowa szczeki, która jest u waranów taka jak u węży i krokodyli, uniemożliwa im gryzienie. Współbiesiadujące jaszczury rozrywają ofiarę na kawałki, które następnie połykają w całości skutkiem czego zjadają także  skórę, kości, rogi, kopyta, a nawet skorupy … żółwi morskich bądź szkielety delfinów.
Jeśli waran pożywia się w pojedynkę, to szarpie ciałem ofiary, aby je podzielić, a potem połknąć lub o kręci się, podobnie jak krokodyl, wokół własnej osi z kawałkiem ofiary w paszczy.
Warany gustują w padlinie, nawet takiej której nie mogłyby już strawić hieny. Nie szkodzi im nawet mocno nadgniłe mięso, gdyż w ich organizmie istnieją białka,  które mogą likwidować niekorzystne dla organizmu zwierzęcia substancje lub mikroorganizmy. Białka te niwelują również wpływ zabójczej śliny i jadu innych waranów.
Waran potrafi jednorazowo pochłonąć  ogromna ilość mięsa, która wystarcza mu nawet na kilka tygodni postu. W tym czasie trawi to co spożył.
Naturalne środowisko młodych waranów, które mieszkają w koronach drzew.
Gniazdo warana, a raczej dziura w której były ukryte przez wykluciem jaja.
Przed południem warany najłatwiej spotkać powyżej granicy akacjowego lasu, na otwartych przestrzeniach, gdzie wylegują się ciemnych skałach co pozwala im na szybkie podniesienie temperatury ciała. By tam dotrzeć trzeba przejść przez gest las, w który jeśli ma się szczęście można zobaczyć zwierzęta na które polują warany (wielkie bawoły wodne i niewielkie ale bardzo zwinne jeleniowate). Gdzieś w tej gęstwinie są pewnie i warany, ale skryte w cieniu pozostają kompletnie niewidoczne. Jedynymi oznakami ich bytności są pojawiające się na ścieżkach tropy oraz głębokie doły, ślady po gniazdach w których składane były jaja waranów. Niektóre z tych dołów to fałszywe gniazda, wykapowane przez samice by oszukać amatorów cudzych jaj.
Warany polują na zamieszkujące Komodo bawoły wodne, jeleniowate, a nawet małpy.
Seksmisja
Warany potrafią rozmnażać się bez samców. Czyżby „seksmisja” w praktyce? Możliwe? Owszem możliwe, ale … zacznijmy od początku. Samica warana potrafi znieść jaja, z których wyklują się młode, bez zbliżenia z samcem. Jest to zjawisko tzw. partenogenezy, które polega na tym, że samica składa niezapłodnione jaja, z których wylęgną się genetycznie idealne kopie jej samej tyle, że będą to wyłącznie samce, które już żadnych jaj nie złożą. Takie zachowanie może być przystosowaniem genetycznym waranów do bytowania w niezmiennych warunkach środowiska lub też w warunkach wyjątkowo dużej zasobności pożywienia, bo wówczas szybka reprodukcja oznacza szybsze wykorzystanie dostępnego pokarmu.
A może w przeszłości samice miały problem ze znalezieniem partnera i jedynym rozwiązaniem przez miliony lat ewolucji było przystosowanie się do rozmnażania przez partenogenezę. Inna teoria mówi, że klimat i zasoby pokarmowe obszaru, na którym żyły warany, musiały być na tyle stabilne, że zwierzęta postawiły na ilość, a nie na różnorodność genetyczną.
Niezależnie od tego czy jaja są zapłodnione czy też niezapłodnione - samica składa je (ok. 20 sztuk) do głębokiej jamy, którą zasypuje ziemią i liśćmi. Jaja są następnie inkubowane przez słońce co trwa ok.  8-9 miesięcy. W tym czasie samica przebywa blisko gniazda, strzegąc przyszłego potomstwa przed wrogami. Głównymi rabusiami jaj waranów są dziki.
Wyklute warany ważą około 100 g i mają 40 cm długości. Tuż po wykluciu pierwszym wrogiem jaszczurek może być ich matka, która niewiele jadła, pilnując gniazda przed rabusiami. Z tego względu instynkt młodych waranów nakazuje im uciekać jak najdalej i jak najwyżej od miejsca wyklucia czyli na drzewa.
Początkowo żywią się one owadami i małymi jaszczurkami. Z biegiem czasu przerzucają się na większe jaszczurki, gryzonie, jaja ptaków i ich pisklęta. Po pięciu latach życia w koronach drzew osiągają 2 m długości i zaczynają schodzić na ziemię, instynktownie szukając padliny, która powoli staje się ich przy¬smakiem. Nie zbliżają się jednak do dużych padłych zwierząt, gdzie mogłyby spotkać dorosłe warany.
Warny dopiero w dziesiątym roku życia osiągają doj¬rzałość płciową i przechodzą do wyłącznie naziemnego tryb życia. Trudno żeby było inaczej skoro w tym wieku mają trzy metry długości i ważą do 70 kilo. Jeśli mają szczęście mogą dożyć wieku 50 lat.
Trekking
Wraz z wyjściem na otwartą przestrzeń rośnie prawdopodobieństwo spotkania z waranem oraz tempo marszu. Przewodnicy zwalniają, rozglądają się, opuszczają swoje kije by ewentualnie powstrzymać jaszczury, które mogą kryć się w trawie. Idziemy coraz wolniej, rozglądamy się … i w końcu są. Nikt zdaje się nie pamiętać, że należy zachować ciszę i bezruch. Wszyscy pokazują sobie potężne cielska waranów wędrujących w poprzek naszej marszruty.
Warany nie przypominają smoków, wyglądają raczej jak połączenie przerośniętej jaszczurki z krokodylem. Mimo, że porusząją się powoli, dostojnie to swoim rozmiarami budzą respekt. Najbardziej niepokoi jednak wysuwany co kilka sekund długi, rozdwojony jak u węża język. Skojarzenie z wężem jest jak najbardziej na miejscu, gdyż waran jest też jadowity.
Do niedawna sądzono, że główną bronią „biologiczną” waranów są chorobotwórcze bakterie, które znajdują się w paszczy (ślinie) jaszczura. Obecnie wiadomo również, że waran potrafi wstrzykiwać swoim ofiarom również jad, ze specjalnych zbiorników jadowych, które ma pod śliniankami. To kolejny dowód, że węże i jaszczurki miały wcześniej wspólnego przodka. Tyle, że węże muszą mieć zęby jadowe by wstrzykiwać jad, a waran nie.
Badania jadu warana są ciągle na wstępnym etapie, wiadomo jednak, że w połączeniu z florą bateryjną śliny staje się on niezwykle toksyczny, wywołuje podrażnienie rany i natychmiastowe osłabienie zwierzęcia. W następnym etapie do akcji przystępują bakterie chorobotwórcze  doprowadzając do śmierci ofiary.  Tak kombinacja jadu i bakterii powoduje, że ofiary warana nie mogą uciec z miejsca ataku zbyt daleko. Waran, wykorzystując swój świetny zmysł węchu, podąża za nimi.
Pora karmienia
Gdyby ktoś miał pecha i w trakcie wędrówki przez wyspę nie widział żadnego warana to ten i tak będzie na niego czekał przy wyjściu z parku. Jest tam zwykle kilka „dyżurnych” jaszczurów, które karmią (przekarmiają?) strażnicy. Najedzone warany nie mają ani siły ani ochoty by ruszać się z miejsca więc są doskonałym tłem do zdjęć i filmów.  

Dodatkową atrakcją jest też sesja karmienia, albo raczej dokarmiania waranów, którym podrzuca się mięso zawieszone na linie. Przewodnik stojąc na podeście domku strażników (a może kuchni lub stołówki) kusi warany do ataku, a te śliniąc się … oczywiście atakują. Podrywają się przy tym z ziemi do postawy pół-stojące przy okazji tratując się nawzajem. Zapach padliny jest dla nich niezwykle kuszący skutkiem czego potrafią w trakcie karmienia atakować siebie nawzajem. Robią to błyskawicznie i brutalnie używając zarówno paszczy jak i ogona. Strażnicy ze swoim kijami przez cały czas pilnują by żaden z waranów nie zmienił obiektu zainteresowana z padliny na turystów.   Przez te kilka chwil można się poczuć jak na planie „Parku Jurajskiego”.

Wyprawa na Komodo to naprawdę podróż zarówno w przestrzeni jak i w czasie. I jest to podróż, którą wszystkim polecam.

Jacek Zabielski 2019-09

PS. Żeby zobaczyć na żywo warany z  Komodo, nie trzeba jechać, aż do Indonezji. Wystarczy wy¬brać się do ZOO we Wrocławiu lub w Poznaniu, gdzie w terrariach przebywają te największe na świecie jaszczurki.

KIEDY JECHAĆ
W okresie godowym (lipiec/sierpień) wstęp na teren Parku Narodowego Komodo jest ograniczony z uwagi na agresywne zachowanie samców, które tracą bardzo dużo energii na walki, tym samym stale odczuwają głód, więc każde duże zwierzę bądź człowieka mogą uznać za dobry pokarm. Odpada również pora deszczowe.

FINANSE
Jednodniowy bilet do parku to wydatek ok. 150 tyś IDR od osoby. Do tego trzeba opłacić podatek turystyczny i opłatę na rzecz Urzędu Sportu i Rekreacji (100 + 100 tyś), opłatę za przewodnika (80 tyś), opłatę trekkingowa (5 tyś), opłatę za obserwację zwierząt (10 tyś) + dodatkowe opłaty za nurkowanie (ok. 100 tyś IDR). Wejście do parku na jeden dzień  (bez nurkowania) to wydatek  ok. 130-150 zł. Podobne kwoty trzeba uiścić dla każdej wyspy,  jeśli ktoś chce odwiedzić Rincę czy Padar. W sumie dwudniowy rejs z noclegiem i trekkingiem, dla dwóch osób, na trasie  Labuan Bajo (Flores) - Komodo – Rinca to koszt ok. 900 zł.

KOMUNIKACJA
Samolotem na Flores, a następnie kutrem do Parku Narodowego

ZAKWATEROWANIE
W Labuan Bajo jest sporo hosteli (tzw. losmen), które jednak wcale nie należąc do tanich szczególnie, że ich standard jest raczej niski. Najlepiej wybrać, losmen przy głównej ulicy. Co do Komodo to polecam nocleg na kutrze, jednak alternatywą mogą być skromne domki na terenie posterunku strażników w Loh Liang. Mówiono mi jednak, że trafiają się w nich gekony (to nie problem) i szczury (a to problem), ale może to tylko plotki

KULINARIA
W Labuan Bajo jest sporo lokalnych knajpek gdzie serwuje się naprawdę smaczne owoce morza. Ryba w sosie sambal z ryżem kosztowała od 40 do 80 tyś IDR (11-25 zł. Bez problemu można też kupić soki i piwo – tradycyjny Bintang kosztował 25 tyś IDR. Polecam też specjalności kuchni indonezyjskiej: satey lilit czyli szaszłyki rybne na trawie cytrynowej oraz martabak czyli  indonezyjskie naleśniki. Warto też spróbować pierożków siomay oraz tapa kolo czyli ryżu zapiekanego w bambusowej rurze, podawanego z wieprzowiną. Na deser „kokosówka” czyli moke oraz  słodkie ciasteczka jawada

AKTYWNY WYPOCZYNEK
Płynąc na Komodo należy pamiętać o tym by zabrać ze sobą obuwie trekkingu (Czytaj więcej >) oraz długie spodnie. Przyda się też lekki, zwijany plecak, czapka oraz manierka z zapasem wody (jest naprawdę gorąco). Dla nurkujących obowiązkowy strój kąpielowy.

ZAKUPY & PAMIĄTKI
Klasycznym zakupem są oczywiście drewniane figurki waranów (najlepiej kupić je albo w Komodo Village lub z "pływających sklepów"
ENGLISH SUMMARY
Flores
Western Flores is called the gate to Komodo due to many visitors who are venturing to Labuanbajo to explore the Komodo and Rinca islands. The island can be reached by airplane or by the boat.  Contrary to most of Indonesian islands, Flores is predominantly Catholic (85%) mainly due to strong presence of Portuguese on the island (since 16th century) and activity of missionaries.

Labuan Bajo
Most of the Komodo tourists starts trip from Labuan Bajo; boats leave this small harbor every day for the nearby national park, world-class reefs and maritime live quests. The town is not spectacular, its rather dirty and uninteresting with the exception of so called Batu Cermin or Mirror Rock. It is a limestone outcrop, four kilometer east of Labuan Bajo. The main cave opens into a towering, narrow canyon. This is so called 'mirror rock"  as in the morning the sun shines into the canyon and reflects off the walls, but it's hardly spectacular. The fee (50k) includes a guide, though navigation is not difficult

Boating
Two-day trips boat trip for up to six people from Labuanbajo to Komodo cost a standard 2 mio. Price includes landings on Rinca and Komodo, meals and snorkelling gear.

Visiting Komodo National Park
This national park (www.komodonationalpark.org) encompasses Komodo, Rinca and several neighbouring islands, and their incredibly rich marine ecosystem. The park has been created to protect the world's largest lizard, known locally as ora, which exist only in this area.  Around 1300 ora live on Komodo, perhaps 1100 on Rinca and a small number on the west coast of Flores.

Visit to Komodo starts in the park office / camp of Loh Liang, where treks are organized / starts. There are numerous hiking trails, but it's not permitted to explore them without a guide, with a forked stick used for protection, as dragons have very occasionally attacked humans. For most visitors the standard stroll to Banu Nggulung is sufficient to see dragons.
If someone is unlucky than my count on the organized feeding of death goats to dragons which is done on the way back to the boats (near kitchen / park office)

The Dragons
The Komodo dragon is a monitor lizard which can reach over 3-3,5 m in length and weigh up to 70 kg. However dragons are the relics of the dinosaur age, they're also remarkably versatile, hardy modern lizards. Their best weapons are sharp teeth and dagger-sharp claws, which can inflict severe wounds.
Dragons feeds on animals as large as deer and water buf¬falo, both of which are found on Komodo. To tackle bigger prey, they ambush victims, attack from behind, bite it and wait for the potent bacteria their mouths contain to take effect - waiting around for up to two weeks for a buffalo to die - before tucking in. Mature dragons are also cannibalistic, and small ora live the first five years of their lives up in trees for safety, not moving to ground level until they are one meter in length.

Underwater atractions
However Komodo is best known from the dragons the island is surrounded by some of the most tempestuous waters in Indonesia. The convergence of warm and cold water currents breeds nutritious thermal dimes, rip tides and whirlpools that attract large schools of pelagics, from dolphins and sharks to manta rays and blue whales.

Best time to visit:
Best time to go is between in the Autumn. Most visitors stay one night on the boats or at Komodo and only do the short hike to Banu Nggulung. It is worth to consider  two days stay and the climb to the Gunung Ara hill (15km, five hours return).
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego