Południowoafrykańskie diamenty - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Południowoafrykańskie diamenty

PODRÓŻE > AFRYKA > RPA
Gorączka diamentów
Do połowy XVIII w. Afryka Południowa była mało znaczącą kolonią, o niewielkiej liczbie białych mieszkańców. Przeważali tu Burowie,  będący potomkami Holenderskich osadników, którzy przybyli na te ziemie w XVI w., w czasach gdy były one praktycznie niezamieszkane. Poza nielicznymi, niewielkimi grupami koczowniczych buszmenów od tysięcy lat nikt nie interesował się  tymi niezbyt gościnnymi terenami. Nie był tu w owym czasie ani plemion Zulusów, ani Xhosa wiec Burowie, mają wiele racji twierdząc, że są oni „rodowitymi” mieszkańcami południowej Afryki.

Do 1848 r. na południu Afryki zbudowano niewiele dróg, do 1860 - ani jednego liczącego się banku, a do 1880 - żadnej linii kolejowej. Wyjąwszy porty, tutejsze miasta były albo siedzibami władz, takimi jak Graaff-Reinet, albo miejscami, gdzie raz na kwartał odbywał się nachtmaal Holenderskiego Kościoła Reformowanego.  Wywożono stąd do Europy głównie wełnę, kość słoniową i skóry zwierząt.

Przełom nastąpił w 1867 r., kiedy to na północ od rzeki Oranje znaleziono pierwszy diament. Zaraz potem poszukiwacze z Kolonii Przylądkowej i Natalu, garstka burskich farmerów, a także murzynów z plemion Griqua i Tlhaping - ruszyli szukać szczęścia w rosnących niczym grzyby po deszczu kopalniach. Z powodu strategicznego położenia cały ten region stał się jednak szybko ko¬ścią niezgody pomiędzy Brytyjczykami, Wolnym Państwem Orania oraz Republiką Transwalu, zamieszkałymi przez Burów. Konflikt tymczasowo zażegnano dopiero w sądzie arbitrażowym, który zadecydował, iż diamentowe pola mają należeć do Zachodniego Griqualandu (obecnie Transkei / Kimberly).

Kimberly
Ostatecznie jednak otwartego konfliktu brytyjsko-burskiego nie udało się uniknąć. Jego skutkiem były dwie krwawe wojny, które doprowadziły do upadku państw rządzonych przez Burów i do wchłonięcia ich kraju przez Związek Południowej Afryki będący brytyjskim dominium.  Co ciekawe, Burowie cieszyli się pod koniec XIX w. ogromną sympatią Polaków, dostrzegających wiele historycznych podobieństw w historii obu narodów, walczących o niepodległość z wielkim imperium. Sympatię tą tylko pogłębiał fakt stosowania przez brytyjskich generałów strategii uznawanej wówczas za skrajnie niehonorową. Rzecz w tym, że to właśnie w trakcie wojen burskich Brytyjczycy rozpoczęli wysiedlenia ludności cywilnej, którą następnie osadzano w specjalnych „obozach koncentracyjnych”.
Wróćmy jednak do „naszych” diamentów, które po podbici Burów stały się jednym z fundamentów południowo afrykańskiej gospodarki.
Pierwsze z nich odkryto w rejonie obecnego miasta Kimberly już w 1866 r.  Wszystko rozpoczęło się od tego, że farmer Schalk van Niekerk zauważył w rękach nastoletniego chłopca kamyk, który uznał za potencjalnie szlachetny i chciał go od niego odkupić. Matka chłopca stwierdziła, że nie będzie brać pieniędzy za kamień i  podarowała go farmerowi. Gdy kamień trafił do rąk Dr Atherstone, ten rozpoznał w nim .23,25 karatowy diament. Kilka lat później w Zandefontein znaleziono kolejny diament, tym razem .83,5 karatowy.
Okolica w której pojawiły się diamenty zaczęła wkrótce ściągać setki, a potem tysiące poszukiwaczy skarbów, skutkiem czego stało się założenie w 1871 r. miasteczka Kimberly oraz budowa kopalni.
Kontrolowana przez Brytyjczyków kopalnia była intensywnie eksploatowana, aż do 1914 r. W tym czasie wydobyto z niej  prawie 3 tony (!) diamentów, wykopując przy okazji dziurę głęboką na 214 metrów o powierzchni 17 hektarów i obwodzie ok 1.6 km.

Obecnie na terenie kopalni zorganizowano Tourist Center, który ma przybliżać osobom zwiedzającym ten obiekt  historię „diamentowej gorączki”.  Osobiście w Kimberly nie byłem, gdyż obiekt ten leży stosunkowo daleko od  tras turystycznych (ok. 500 km od Johanessburga), skutkiem czego podobno bywa tu sennie i pustawo mimo, że oprócz „wielkiej dziury” jest też do obejrzenia miasteczko górnicze przekształcone w skansen. Osobiście zdecydowałem się na wizytę w działającej do dziś i otwartej dla ruchu turystycznego kopalni Cullinan, która znajduje się zaledwie 30 kilometrów od centrum Pretorii. Tym samym jest to obiekt, który doskonale nadaje się na  jednodniową wycieczkę.
Cullinan  - panorama kopalni
Miasteczko Cullinam, a w tle kwitnące jakarandy.
Cullinan
Pierwsze diamenty w rejonie Cullinan odkryto w 1902 r., skutkiem czego zaczęły tu ścigać setki poszukiwaczy. Początkowo mieszkali oni w miasteczku namiotowym, które z czasem, gdy precyzyjnie określono położenie komina kimberlitowego, zaczęto przekształcać w stałą osadę. Jako pierwszy, w 1903 r., powstał domek dyrektora, a po nim kolejne tarasowo położone obiekty dla kadry inżynierskiej. Szeregowi górnicy dalej jednak mieszkali w namiotach lub też glinianych, okrągłych chatach.
Z czasem jednak i oni zaczęli budować domy, sprowadzając swoje rodziny. Wkrótce potem w mieście powstał kościół, szkoła oraz oczywiście stacja kolejowa. Wraz z jej otwarciem bezimienna osada otrzymała miano Cullinan, którą nadał jej ówczesny dyrektor kopalni William McHardy. Nazwa została zaczerpnięta od nazwiska Thomas Cullinan, prezesa i właściciela kopalni.

Całkiem sporo z budynków które powstały w czasach pionierów przetrwało do dziś nadając miasteczku specyficzny koloryt i charakter, dlatego też większość turystów rozpoczyna zwiedzanie kopali od jej „zaplecza”. Ponad stuletnie budynki wyglądają szczególnie atrakcyjnie na tle kwitnących na błękitno jakarand.
Cullinan - galeria zdjęć z miasteczka / skansenu.
Kopalnia
Kopalnię oficjalnie otwarto w 1903 r. nadają jej nazwę „Premier” (Premier Diamond Mining Company). Od tego czasu, z niewielkimi przerwami, pracuje ona do dziś. W tym czasie wydobyto w niej ok. 150 mln karatów czyli ok. 30 ton (!) diamentów.  

Najbardziej znanym z nich jest kamień nazwany Cullinan, który został odkryty w 1905 r. Jest to jak dotąd największy diament na świecie o wadze 3106.75 karatów (11 na 6 cm). Swoją nazwę odziedziczył oczywiście po właścicielu kopalni, Sir Thomasie Cullinan. Surowy diament został zakupiony przez rząd Transvaalu za cenę miliona dolarów i podarowany angielskiemu królowi Edwardowi VII.
Transport tak drogocennego kamienia do Europy był jednak sporym wyzwaniem ze względu na jego bezpieczeństwo. Oficjalnie transportowano go parowcem chronionym przez londyńskich detektywów. W rzeczywistości był to jednak wybieg, ponieważ kamień znajdujący się na statku był fałszywy. Prawdziwy diament został wysłany do Europy w zwykłym pudełku, przesyłką pocztową.
Po wykonanych badaniach okazało się że diament jest bardzo wysokiej jakości, ale posiada widoczną czarną skazę w samym środku, dlatego został on pocięty na kilka dużych brylantów i wiele małych przez Asscher Brothers z Amsterdamu. Michael Hart napisał że Joseph Asscher, kiedy przygotowywał się do przecięcia tego wspaniałego kamienia miał obok siebie lekarza i pielęgniarkę. Kiedy wreszcie uderzył diament i rozłupał go na dwie części, podobno ze emocji stracił przytomność.




(1) Wielka dziura o głębokości pół kilometra, która powstała po 100 latach eksploatacji kimberlitowgo komina . Źródło fotografii – © Internet
(2) A to już moja fotka „dziury” z punktu widokowego na krawędzi. Jak widać zmieściła się tylko połowa.
Największy brylant jaki w ten sposób uzyskano został nazwany "Cullinan I" albo "Wspaniała Gwiazda Afryki". Miał on wagę 530.2 karatów i był największym brylantem świata, aż do czasu odkrycia diamentu "Golden Jubilee", również w kopalni Cullinan. Drugi co do wielkości brylant pochodzący z kamienia Cullinan nazwany został "Cullinan II" albo "Lesser Star of Africa". Ważąc 317.4 karatów jest jak do tej pory trzecim co do wielkości polerowanym diamentem na świecie i także wchodzi w skład klejnotów Brytyjskiej Korony Królewskiej. Obydwa kamienie są wystawione obecnie w Tower of London gdzie mogą je oglądać turyści.

Kopalnia „Premier” zmieniała nazwę na Cullinan w setną rocznicę swojego powstania, zaś jej nowa nazwa w oczywiście nawiązuje do nazwy największego znalezionego w niej diamentu.

Zwiedzanie obiektu
Kopalnia Cullinan, pomimo, że w dalszym ciągu prowadzi się w niej wydobycie, jest również obiektem „otwartym” dla turystów. Słowo „otwartym” wzięte jest w cudzysłów gdyż z oczywistych podwodów tylko niewielka cześć kopalni jest otwarta dla zwiedzających i to pod ścisłym nadzorem. Wejście „na obiekt” odbywa się przez specjalną śluzę zgodnie z procedurą stosowaną wobec górników. Oznacza to, że wychodząc z obiektu turysta może zostać poddany rewizji osobistej przy czym wybór pechowca odbywa się przypadkowo w oparciu o specjalny algorytm stosowany wobec etatowych pracowników. Jeśli przy bramce przez którą przechodzi się jednoosobowo zapali się czerwona, a nie zielona lampka mamy … dodatkową atrakcję.

To nieco zaskakujące bo turyści w zasadzie nie mają dostępu do miejsc z których można by ukraść „surowe” kamenie. Zawsze istnieje jednak ryzyko zmowy pomiędzy jakimś pracownikiem, który mógłby umówić się z turystą celem wyniesienia kamienia poza strzeżony teren.  Uwaga - regulamin zabrania zbie¬rania czegokolwiek z terenu kopalni – również kamyków „na pamiątkę”.

Ze względów bezpieczeństwa wnoszenie na teren kopalni komórek, aparatów, czy też  kamer podlega sporym restrykcjom. Zakaz wejścia na obiekt dotyczy również dzieci do lat dziesięciu. Zdjęcia można jednak wykonywać  w niewielkim muzeum oraz w trakcie zwiedzania nadziemnej części kopalni, gdzie znajduje się „wielka dziura” oraz imponujące instalacje technologiczne.
Nadziemna cześć kopalni  Cullinan.
W Cullinan zwiedzać można zarówno nadziemną część kompleksu (ok. 90 minut w cenie 130 randów). Trasa obejmuje wizytę w lokalnej „izbie pamięci” (pogawędka, zdjęcia, sprzęt górniczy, modele kamieni), oglądanie panoramy kopalni oraz obowiązkową fotkę „wielkiej dziury” i nadziemnej części kopalni.

Znacznie ciekawsza, ale i znacznie droższa (ok. 4 godzin w cenie 550 randów) jest wycieczka do podziemnej części kompleksu w trakcie której wolno (!)  wykonywać fotografie. Atrakcje obejmują zjazd do podziemnych chodników, po uprzednim przebraniu się w kask i specjalny kombinezon. Warto zaopatrzyć się w wygodne buty bo w kopalni jest sporo chodzenia.

Jedną z atrakcji jest możliwość samodzielnego rozkruszania bryły kimberlitu. Ta skała o  niebiesko zielonkawym odcieniu jest na tyle krucha, że da się ją kruszyć zwykłym młotkiem. Teoretycznie wiec istniej szansa, że turysta znajdzie w łupanej skale diament. Tyle, że nawet wtedy nie będzie on należał do niego tylko do kopalni. Turysta może jednak liczyć na premię taką samą jaka przysługuje górnikowi. Jak się domyślacie … ja niczego nie znalazłem. Dla zainteresowanych zawsze pozostaje sklep z pamiątkami w którym można kupić  szklaną kopię słynnego diamentu Cullinan

Jak dojechać ?
Cullinan znajduje się tylko 30 km od Pretorii wiec najłatwiej dojechać tam, albo wynajem samochodem, albo też skorzystać z oferty jakiegoś lokalnego biura podróży.
Pełna oferta dla turystów.
Prawie wszystko co warto wiedzieć o diamentach ;-)

DIAMENTY
Diamenty powstają ok. 100 km pod powierzchnią Ziemi przy temperaturach ok. 1100-1300C, w wysokich ciśnieniach rzędu tysięcy atmosfer. Warunki takie prowadzą do krystalizacji, z pierwotnego węgla obecnego w magmie, diamentów, które  są  wynoszone ku powierzchni przez erupcje wulkaniczne w tzw. kominach skalnych. Gdy wulkan w końcu wygasa półpłynna skała zamienia się w minerał zwany „kimberlitem”, w którym tkwią uwiezione diamenty, niczym rodzynki w cieście. Nazwa skały pochodzi od miasta Kimberley w RPA gdzie pod koniec XIX w. powstała jedna z największych kopalni diamentów.

Obecnie znamy około 6000 kominów kimberlitowych, z których około 600 zawiera diamenty, ale jedynie około 60% z tych złóż jest na tyle bogatych, aby warto je było eksploatować (to tzw. zasada diamentowych szóstek). Diamentów można również szukać w korytach rzek, płynących od stuleci przez tereny powulkaniczne. Bywa, że rozmywają one stosunkowo kruche skały kimberlitowe niosąc ze sobą diamenty, ku piaszczystym wybrzeżom.   

WYSTĘPOWANIE
Indie
Począwszy od czasów starożytnych, aż do pierwszej połowy XVIII wieku, jedynym rejonem wydobycia diamentów były w zasadzie Indie (w minimalnym stopniu również Borneo). Długo sądzono nawet, że jest to jedyny obszar występowania tych kamieni na świecie. Eksploatowano je w dorzeczach spływających z płyty Dekanu ku wschodowi rzek (Godawari, Krishna i Penner) stanu Andhra Pradesh, a także stanów Orissa i Madhya Pradesh.
Według francuskiego podróżnika nazwiskiem Tavernier, w 1645 r. w kopalni koło Kolar pracowało ok. 60 tys. robotników. W XVIII w. złoża indyjskie były na wyczerpaniu.

Właśnie z Indii pochodzi większość najsłynniejszych, starych diamentów, których zmienne koleje losu, związane niejednokrotnie z dramatycznymi wydarzeniami, składać się mogą na obszerną antologię niezwykłych opowieści.

Wystarczy wspomnieć chociażby burzliwe dzieje legendarnego diamentu Koh-i-Noor (Góra Światła). W 1739 r. trafił on do skarbca perskiego szacha Nadira. Po jego zamordowaniu, zmieniając wielokrotnie właścicieli, został skonfiskowany przez oddziały brytyjskie i ofiarowany w 1850 r. królowej Wiktorii. Przechowywany jest do dziś w angielskim skarbcu koronnym Tower w Londynie.
Wła¬snością szacha Nadira był również in¬ny, słynny diament, pierwotnie nazywany Deyai-i-Noor (Morze Światła). Został skradziony, po czym przechodząc przez wiele rąk, trafił wreszcie do Amsterdamu, gdzie w 1772 r. nabył go książę rosyjski Orłów i ofiarował carycy Katarzynie II.

Niemniej ciekawe losy wiążą się z innymi, wspaniałymi diamentami indyjskimi, jak np. „Szach", „Sancy" czy wreszcie „Regent", który jest uznawany za najdoskonalej oszlifowany diament świata. To właśnie ten diament, przechowywany obecnie w skarbcu królewskim w paryskim Luwrze, zdobił niegdyś szpadę Napoleona, podczas jego koronacji na cesarza Francuzów w 1804 r.

Brazylia
Przekonanie, że jedynym rejonem występowania diamentów są Indie, przełamano dopiero w 1725 r., z chwilą odkrycia pierwszych diamen¬tów w Brazylii (Minas Gerais, Diamantina, Bahia). Początkowo powątpiewano nawet w ich autentyczność. Szybko jednak Brazylia stała się jednym z najpoważniejszych producentów diamentów. Stąd pochodzą także słynne, duże diamenty, a wśród nich największy z dotychczas wydobytych (1938 r.), wspaniały diament „Prezydent Vargas", o pierwotnej masie 726 karatów.
Obecnie wydobywa się tu rocznie około 600 tyś. karatów diamentów. Do poważnych producentów tych kamieni należą także inne kraje Ameryki Południowej i Środkowej; niewielkie złoża diamentów znajdują się w Gujanie (1888 r.), a w latach 70-tych XX w. odkryto je również na pograniczu Kolumbii i Wenezueli.

RODZAJE SZLIFU STOSOWANE DLA DIAMENTÓW
RPA i reszta Afryki
Prawdziwą rewolucję na diamentowym rynku spowodowało odkrycie w drugiej połowie XIX w. za¬sobnych złóż w południowej Afryce.
Wszystko zaczęło się w 1871 r. gdy bracia De Beers, właściciele małej farmy w Kimberly, pozwolili holender¬skim łowcom diamentów, aby Ci zbadali ich ziemię. Gdy okazało się, że teren jest bogaty w diamenty, farma został „oblężona” przez łowców skarbów. Wkrótce potem De Beersowie sprzedali ziemię i wyprowadzili się.  

Wśród poszukiwaczy skarbów prym wodzili trzej Anglicy: Cecil J. Rhones i bracia Harry i Barney Bornat. Stop¬niowo skupowali oni jedną koncesję za drugą, aż stali się właścicielami większej części kopalni w Kimberly. W 1888 r. założyli spółkę De Beers Consolidated Mines Limited, protoplastę koncernu DE BEERS odgrywającego do dziś wielką rolę na rynku diamentów.
To właśnie w Afryce Południowej zostały po raz pierwszy zbadane i opi¬sane pierwotne, diamentonośne skały magmowe, nazwane później kimberlitami. Z tego rejonu pochodzi również największy diament świata „Cullinan", o pierwot¬nej masie 3106 karatów, czyli 621 gramów, wydobyty w kopalni Premier Mine w 1905 r.

Eksploatacja południowoafrykańskich diamentów nie ograniczyła się jednak wyłącznie do kopalni „na lądzie”. Już od 1907 r. diamenty zaczęto również pozyskiwać z rozsypiskowych złóż wybrzeża atlantyckiego, znajdujących się u ujścia rzeki Oranje (obecnie to już Namibia), która wypłukiwała przez tysiące lat osady z rejonu Kimberly. Transportowane drogą wodną ku wybrzeżu diamenty  podlegały naturalnej selekcji skutkiem czego, aż 95% z nich nadawało się do obróbki jubilerskiej.

Diamenty rozsypiskowe o podobnych parametrach odkryto również w 1907 r. w kongijskich złożach Kasai. Kolejne kongijskie złoża odkryto w 1921 r.  w rejonie Bushimaia. Diamenty pozyskiwano też w innych krajach afrykańskich: od 1910 r. - w Ghanie, od 1912 r. - w Angoli, od 1930 r. - w Sierra Leone, gdzie w 1972 r. znaleziono trzeci co do wielkości diament świata (Gwiazda Sierra Leone). W 1940 r. natrafiono na diamenty w największym na świecie kominie kimberlitowym Mwadui (Tanganika), a w 1967 r. - w kominie Orapa, co dało Botswanie drugie miejsce w światowej produkcji diamentów. Złoża tego kraju znane są z ponadprzeciętnej jakości. Tylko mniej niż procent wszystkich wydobytych diamentów nie nadaje się do wyrobów jubilerskich.

Australia
W  Australii pierwsze diamenty odkryto w 1851 r. jednak było ich wtedy stosunkowo niewiele. Sytuacja uległa zmianie dopiero w połowie XX w. kiedy to zaczęto je eksploatować na skalę przemysłową. To w tym kraju obecnie znajduje się największe pole diamento¬we świata Argyle, odkryte w 1967 r.
W 1978 r. na diamenty natrafiono również na północ od Wielkiej Pustyni Piaszczystej, w rejonie masywu o nazwie …. Kimberley. Związane były one z aluwiami (osadami) okresowych rzek oraz kominami kimberlitowymi (Argyle i inne). Australijski Kimberley stał się najważniejszym diamentonośnym obszarem na świecie (35% światowej produkcji). Jego zasoby kilkakrotnie przewyższają zasoby RPA.

Rosja
Jednym z największych graczy na diamentowym rynku jest oczywiście również Rosja, w której znajdowano diamenty od 1829 r. (Ural). Po II wojnie światowej na ich wielkie złoża natrafiono na Syberii, w dorzeczu Dolnej Tunguzki i Wiluja. W 1955 r. odkryto diamentonośny komin w Jakucji na Syberii. Obecnie wydobywa się tu¬taj około 6 min karatów diamentów rocznie wśród których trafiają się też duże kamienie - n.p. „Gwiazda Jakucji" znaleziona w 1973 r., o masie 234 karatów. Obecnie Rosja zajmuje czwarte miejsce w produkcji tych kamieni, po Australii, Zairze, Botswanie, tuż przed RPA

Reszta świata
Małe wystąpienia diamentów znane są z Kanady (na północ od Wielkich Jezior) i USA (Arkansas).

WYDOBYCIE
Jeszcze na początku XX wieku przy wydobywaniu diamentów stosowano płuczki takie same jak przy płukaniu złota. Z czasem zaczęto jednak stosować znacznie bardziej efektywne, ale i kosztowne metody przemysłowe.
W przypadku poszukiwania na obszarze wygasłego wulkanu budowana była kopalnia odkrywkowa w postaci wielkiego leja, który stopniowo zagłębiał się w skałę, którą kruszono przy pomocy materiałów wybuchowych po czym wywożono na powierzchnię. Budowniczowie kopalni drążyli dziury sięgające  nawet 500 metrów w głąb ziemi. Takiej głębokości była min. rosyjska kopalnia „Mirna”. Krater który pozostały po tej kopalni ma ponad pół tysiąca głębokości i ponad kilometrową średnicę. Z kolei droga w niej wykuta ma ponad 10 km, a na jej pokonanie potrzeba dwóch godzin. Nie mniej niesamowite jest to, że dziury wydrążone po kopalniach są tak głębokie iż tworzą własne prądy powietrzne, które potrafią zassać nawet latające nad nią śmigłowce.

Wydobywana z tych mega-kraterów ruda była poddawana  procesowi mielenia  i płukania. Skały kimberlitowe rozdrabniano, a następnie przemywano wodą. Silny strumień kierował pokruszoną skałę na stoły pokryte cienką warstwą tłuszczu. Diamenty, jako cięższe wykazywały lepkość względem tłuszczów zatrzymując się na nich. Większe diamenty wybierano ze stołów ręcznie, a mniejsze zdejmowano co jakiś czas wraz z tłuszczem.

Poszukiwania diamentów w korytach rzek lub na wybrzeżu polegają na wydobywaniu żwiru  z dna, który następnie się płucze w poszukiwaniu kamieni. Kiedyś płukanie również odbywało się z zastosowaniem tłuszczów; tłuste koryto pozwalało oddzielać diament od innych minerałów, kamieni i zanieczyszczeń.

Obecnie piasek kimberlitowy i żwir przetwarzane są  w procesach technologicznych w czasie których  promienie rentgenowskie „roz¬poznaje” diamenty na transporterze taśmowym, a strumień powietrza natychmiast oddziela (zdmuchuje) je ze żwiru.

Podobno, aby odnaleźć jeden karat średnio wydobywa się 250 ton żwiru, piasku i skał. Oczywiście są to dane uśrednione. W jedna z największych kopalń odkrywkowych świata, która znajduje się w Namibii, żeby uzyskać jeden karat, trzeba przesiać tylko 27 ton żwiru i skały.

COŚ DLA KOLEKCJONERÓW ;-)

Przez ponad sto lat południowoafrykański koncern De Beers kontrolowała większość światowego hurtowego rynku diamentów. Początek XXI w. fundamentalnie zmienił jednak rynek. Obecnie  udziały rynkowe De Beers szacuje się jedynie na 30%, podczas gdy  a holding w skład którego wchodzi zanotował ponad 5,5 mld dolarów strat w 2015 r. Nie zmienia to faktu, że De Beers to w dalszym ciągu potęgą dla której na całym świecie pracuje prawie milion ludzi.
Tak długo, jak długo diamenty pozostaną ikona bogactwa pozostającego w zasięgu statystycznego „Smiths’a” koncern przetrwa. Trudno dziś, szczególnie w Ameryce, wyobrazić sobie pierścionek zaręczynowy bez NATURALNEGO diamentu.  

Afrykańska diamentowa kolekcja
Najsłynniejsze diamenty świata: 1. Wielki Mogoł (zaginął w 1747 r.), 2. i 11. Regent, 3. i 5. Diament florencki, 4. i 12. Gwiazda Południa, 6. Sancy, 7. Drezdeński zielony diament, 8. i 10. Koh-i-noor ze starym i nowym szlifem, 9. Hope.
Zwiedzanie podziemnej części kopalnii Cullinar.
Star of South Africa
Surowy diament o wadze 83,5 karatów znalazł miejscowy pasterz w 1869 r. w Griquatown. Znalezienie tego diamentu rozpoczęło diamentową gorączkę, przyciągając do tego regionu setki tysięcy poszukiwaczy. Pasterz zamienił kamień na 500 owiec, 10 wołów i jednego konia. Diament po oszlifowaniu do kształtu brylantowej łzy waży 47,69 karatów, a jego ostatnio osiągnięta cena sprzedaży to zawrotna kwota 225 000 funtów. Obecnie miejsce przechowywania kamienia nie jest znane, ale od czasu do czasu ukazują się fotografie świadczące o tym, że brylant wciąż jest w obiegu.

De Beers Diamond
Wkrótce po założeniu firmy De Beers Corpo¬ration, w roku 1888 dokonano pierwszego wielkiego odkrycia. Kamień ważący 428,50 karatów, ciemnożółtego koloru natychmiast po oszli¬fowaniu został przedstawiony na światowej wystawie w Paryżu w roku 1889. Zafascynowana publiczność oblegała pawilon, aby podziwiać ten skarb, wówczas największy oszlifowany diament świata - 228,50 karatów. Mimo że od tego czasu znaleziono wiele przepięknych diamentów. De Beers Diamod wciąż, jest czwartym na świecie, co do wiel-kości, oszlifowanym brylantem.

Taylor-Burton
Kamień wykopano w  roku 1966 r. w kopalni „Premie” (obecnie Cullinan)  przy czym jego waga wynosiła 241 karatów. W trakcie szlifowania nadano mu kształt kropli, przy czym jego waga spadła do 69 karatów. Sprzedany na aukcji w 1969 r. trafiła do kolekcji nowojorskiego Cartiera, który natychmiast nadal mu nazwę … Cartier. Następnego dnia diament kupił ame-rykański aktor Richard Burton dla swej nie mniej znanej żony Elisabeth Taylor, skutkiem czego kamień zmienił nazwę na. Taylor-Burton. Swój światowy debiut miał na balu charytatywnym w połowie listopada 1969 r. w Monaco, gdzie Liz Taylor miała go na szyi jako wisiorek. W 1978 r. amerykańska gwiazda filmowa oświadczyła, że wystawi cenny kamień na aukcji, a cześć pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży ofiaruje na budowę szpitala w Bot¬swanie. W lipcu 1979 r. diament sprzedano za cenę 3 milionów dolarów. Jego nowy wła¬ściciel pochodzi z Arabii Saudyjskiej.

Centenary
Znaleziony w lipcu 1986 r. w szybie kopalni „Pre¬mier” (obecnie Cullinam) firmy De Beers. W stanie surowym ważył  599. l karaty. Mistrz szlifierski Gabi Tolkowsky pracował nad nim wraz z licznymi współpracownikami prawie trzy lata, aby na koniec wyszlifować największy diament na świecie, który ma najnowocześniejszy szlif, doskonały kolor i żadnych inkluzji. Jego waga po wyszlifowaniu wynosi 273,85 et, ma 247 faset. W maju 1991 r. został uloko¬wany w Londynie, w Tower

De Beers Millennium Star
Diament znaleziony został na początku lat 80-tych XX w. w szybie De Beers w Kongo. Ponad trzy lata trwało, nim szlifierze ukształtowali kamień przy pomo¬cy laserów. Wkrótce pojawił się światowy unikat, jak z zewnątrz, tak i wewnątrz naj¬bardziej lśniący 203 karatowy diament o kształcie łzy. Harry Oppenheimer. nestor przemysłu dia
mentowego, opisał de Beers Millennium Star jako „najpiękniejszy diament, który mógł kiedykolwiek zobaczyć". Trafnie nazwany diament De Beers Millenium Star stanowi najważniejszy okaz w kolekcji Dc Beers Millennium Diamond Collection. Cala kolekcja obejmuje podobnie unikatowe, syto błękit¬ne diamenty ważące łącznie 118 karatów, m.in. 27-karaiowy Heart of Eternity. Po¬wyższa kolekcja była w 2000 r. prezen¬towana w londyńskim Millenium Dome.
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego