Piraci z Karaibów (Panama Portobelo) - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Piraci z Karaibów (Panama Portobelo)

PODRÓŻE > AMERYKA PD. > PANAMA
Turyści odwiedzający Panamę zazwyczaj zwiedzają stolicę tego kraju, w tym w szczególności starą Panamę, Kanał Panamski oraz parki narodowe. Tylko nieliczni docierają jednak do leżących nad Morzem Karaibskich XVI w. miasteczek i fortów które przez dwieście lat broniły Panamy przed atakami piratów. Wśród tych najciekawszych są Porobelo oraz Fort San Lorenzo, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Portobelo to dziś niewielkie, senne miasteczko w którym mieszka zaledwie kilka tysięcy osób jednak w czasach swojej świetności, czyli w XVI i XVII w., był to główny port przeładunkowy w Ameryce Środkowej, a może i w całym Nowym Świecie. Pomimo, że Portobelo dawno ma za sobą czas świetności jej ślady są tu ciągle doskonale  widoczne o czym  świadczą  pozostałości po broniących niegdyś miasta fortach, magazynach oraz dwa  kościoły o kolonialnej architekturze.

Przez ponad 200 lat, Portobelo było portem w którym zbiegały się szlaki handlowe wiodące z wschodu na zachód, z Chin do Europy, z Atlantyku na Pacyfik. To również tu krzyżowały się morskie szlaki handlowe wiodące z północy na południe, z meksykańskiego Acapulco, do posiadłości Hiszpańskich w Peru. W czasach gdy Hiszpania panowała na ocenach, Portobelo pełniło rolę podobną do tej jaką dziś pełni Kanał Panamski.
Hiszpańska flota skarbów (Galeony z Manili oraz Srebrna Flota)
Pomiędzy XVI a XVIII w. hiszpańskie imperium kolonialne co roku wyprawiało w morze flotę  której celem było transportowanie cennych dóbr (np. przypraw, porcelany, jedwabiu) pomiędzy portami Azji Pd-Wschodniej, a metropolią.  Flota kursująca po Pacyfiku nazywana była „galonami z Manili” . Przewoziła ona towary z Chin, Filipin oraz Indii Zachodnich do Acapulco w Meksyku.  Następnie ładunek ten drogą lądową  transportowano do Veracruz, skąd płynął przez Atlantyk do Europy.  W miejsce chińskich towarów na manilskie galeony ładowano meksykańskie i peruwiańskie srebro, za które kupowano kolejne towary w Chinach.
Druga „parą  portów”, które wykorzystywano do handlu na osi wschód-zachód i północ-południe były Panama i Portobelo.  To właśnie przez te dwa miasta wywożono wydobywane w Peru i Meksyki srebro i złoto . Transportujące je galeony zawijały do  leżącej nad Pacyfikiem Panamy, skąd przewożono  je drogą lądową do miasteczka Nombre de Dios  (a po 1573 r. do Portobelo ), skąd kruszec odpływał do Sewilli lub Kadyksu. W drodze powrotnej z Sewilli do Nowego Świata galeony wiozły produkty „przemysłowe”, a z czasem i niewolników.

WIĘCEJ INFORMACJI PONIŻEJ - CZYTAJ O HISZPAŃSKIEJ FLOCIE SKARBÓW
Hiszpański Fort Knox
Magazyny celne Portobelo bywały tak pełne złota, że srebro leżało tu w nie stosach zamkniętych w skarbcu, ale wprost na bruku otaczającym magazyn. Tak przynajmniej donosił odwiedzający to miast w XVI w. jezuita. Thomas Gage. Relacja te nie dziwi, gdy się wie, że w czasie trwającej dwa wieki prosperity z Portobelo wyruszyło do Hiszpanii nie mniej niż pięćdziesiąt „Srebrnych Flot” transportując jednorazowo w ładowniach statków po trzydzieści milionów pesos (wg. obecnej wartości nabywczej byłoby to to ok. 7 miliardów złotych)
Szlachetny kruszec, choć najcenniejszy, nie był oczywiście jedynym towarem zalegającym w magazynach Portobello.

W XVI i XVII w. przez to Portobelo prowadziły szlaki handlowe którymi transportowano większości luksusowych towarów ówczesnego świata. Hiszpańskie okręty dostarczały na wschodnie wybrzeże Panamy azjatyckie i południowoamerykańskie towary, które przewożono  w poprzek przesmyku panamskiego, aż na wybrzeże Morza Karaibskiego.  Wąskim, wyrąbany w tropikalnej dżungli szlakiem, który nazywano Drogą Królewską (Camino Real), podążały setki mułów, dźwigając na swoich karkach nieprzebrane bogactwa Nowego Świata. Początkowo większość towarów trafiała do miasta Nomber de Dios (Imię Boga), które jednak ze względu na swoje położenie (mokradła) było trudne do ufortyfikowania i obrony. Z tego też powodu w 1572 r. stało się ono celem ataku ze strony brytyjskiego korsarza, Sir. Francisa Dreak’a.

Wkrótce potem miejsce Nomber de Dios zajęło zbudowane kilka kilometrów dalej Portobelo. Wybudowano je w niewielkie zatoczce, której nazwę (Porto Bello – Piękny Port, 1502 r.) nadał Krzysztof Kolumb, który zapuścił się tu w trakcie swojej ostatniej wyprawy, poszukując drogi do Indii. Cicha zatoczka pozwoliła wielkiemu nawigatorowi na kilka dni wytchnienia od huraganów i sztormów, które prześladowały jego czwartą wyprawę.
Portobello było główny, jednak nie jedynym portem przeładunkowym na karaibskim wybrzeżu Panamy. Istniał również drugi szlak z zachodniego na wschodnie wybrzeże, który prowadził z miasta Panama, nad Pacyfikiem, przez miasto Cruces, a następnie wzdłuż rzeki Chagres, u ujścia której zbudowano Fort Lorenzo.

Zarówno Portobelo jak i Fort Lorenzo wzniesiono nie tylko jako placówki handlowe, ale również, a może nawet przede wszystkim, jako bazy wojskowe. Ich celem była zarówno ochrona szlaków handlowych, jak i kotwicowisk dla okrętów istaków handlowych.

By cel ten osiągnąć w 1586 r. do Portobelo wysłano włoskiego inżyniera, Juana Bautista Antonelliego, którego zadaniem było zbadanie możliwości ufortyfikowania tego rejonu. Pomimo, że w owym czasie Portobelo składało się z zaledwie 10 domów, włoski inżynier uznał, osadę za miejsce doskonale nadające się na budowę fortu oraz dużego miasta portowego. Ów raport stał się gwoździem do turmy dla Nomber de Dios, które król Filip II nakaz przesiedlić właśnie do Portobelo. Nie wszyscy jego mieszkańcy posłuchali królewskiego rozkazu, jednak gdy Drake ponownie złupił Nombere de Dios, w 1596 r., los tego miasta został ostatecznie przesądzony.    

By podobny los nie spotkał również Portobelo, u wejścia do zatoki nad którą zbudowano miasto,  zbudowano kamienny fort wyposażony w liczne działa, nadając mu nazwę San Felipe. Kolejne dwa forty (Santiago oraz San Jeronimo) wzniesiono na obu krańcach Portobelo.
Fort San Jeronimo / Porobelo.
Pomimo dogodnej pozycji obronnej Portobelo oraz  broniących go fortów,  miasto to i tak stało się celem ataków ze strony piratów jak również floty brytyjskiej.
Już w 1602 r. na Portobelo uderzył brytyjski pirat William Parker. Do prawdziwej katastrofy doszło jednak w 1671 r. kiedy to miasto zostało zdobyte przez piratów pod wodzą Henrego Morgana.
Henry Morgan – najsłynniejszy pirat wszechczasów, zdobywca Portobelo i Panamy

W połowie XVII w., Morze Karaibskie terroryzowały tysiące piratów działających pod flagą z symbolem trupiej czaszki. Ich główną bazą był Port Royal, czyli stolica angielskiej kolonii na Jamajce. Piraci mogli tam liczyć  na poparcie brytyjskiego gubernatora, a mieszkańcy wyspy traktowali ich jako obrońców i dźwignię lokalnego handlu. Dzięki temu skonfederowani w tzw. Bractwie Wybrzeża piraci mogli planować i przeprowadzać coraz śmielsze ataki na hiszpańskie statki, a nawet nadmorskie miasta. Ich przywódcą stał się urodzony w Walii – Henry Morgan, zwany Królem Bukienierów, człowiek równie zuchwały co okrutny. To właśnie w jego głowie narodził się pomysł zaatakowania hiszpańskich portów na panamskim wybrzeżu.

Morgan, dysponując listami kaperskimi wystawionymi przez gubernatora Jamajki, wyruszył na morze latem 1668 r. Zamiast jednak atakować hiszpańską flotę, jego celem stała się  Kuba, na której zdobył miasto Puerto del Principe. Niestety uzyskane w nim łupy były na tyle niewielkie, że Król Bukanierów postanowił zaatakować Portobelo. Cel misji zachował jednak dla siebie, zdradzając go szeregowym piratom dopiero gdy ich statki zbliżyły się do panamskiego wybrzeża. Z jednej strony chodziło o zachowanie tajemnicy, z drugiej jednak Morgan obawiał się buntu bo w owym czasie Portobelo uchodziło za niezwykle trudne do zdobycia.  Przeczucie go nie zawiodło. Gdy w końcu ujawnił cel ataku spotkał się z głosami sprzeciwu, które jednak stłumiła obietnicą zdobycia legendarnych bogactw Portobelo. Nie bez znacznia był również fakt, iż piraci spodziewali się w Portobelo odnaleźć brytyjskich więźniów, w tym również zaginionego księcia Maurice, którego stryjem był sam król Anglii Karol II.  
Do ataku na miasto ruszyło zaledwie dziewięć statków z których największy miał na pokładzie tylko osiem dział i 50 żeglarzy. W sumie siły inwazyjne liczyły nie więcej niż 500 piratów. Wkrótce okazało się jednak, że w zbliżającym się starciu znacznie ważniejsze od liczby luf okazała się taktyka, szaleńcza odwaga i determinacja.  

Henry Morgan wcale nie miał zamiaru prowadzić na Portobelo frontalnego ataku od strony morza. Atak taki musiałby zakończyć się pogromem piratów bo miasto od strony wody bronione było przez prawie 50 armat.

Plan Henrego Morgana zakładał przeprowadzenie operacji lądowej. Piracka flota wpłynęła do Zatoki Boca del Toro, gdzie w miejscu zwanym Puerto Pontin, piraci przesiedli się z okrętów na płaskodenne dłubanki. Płynąc wzdłuż  wybrzeża piraci dotarli w okolice Portobelo, po czym niezauważeni przez obsadę fortu San Lorenzo, wylądowali niedaleko wyspy Naranja. Zanim wstało słońce, 11 lipca 1668 r., piraci podeszli pod zewnętrzne posterunki broniące miasta od strony lądu.  
Po krótkie lecz zaciętej walce piraci zdobyli punkt obserwacyjny La Rocheria, wysadzając go następnie wraz z wziętymi do niewoli jeńcami.  

Miasto w dalszym ciągu mogło się jednak obronić, dzięki potężnej baterii ulokowanej w forcie Santiago. Niestety hiszpańscy artylerzyści popełnili błąd przy ładowaniu dział, który uniemożliwił im oddanie szybkiej salwy. Korzystając z okazji piraci podeszli pod mury fortu w którym było tylko 80 żołnierzy i po całodziennych walkach zdobyli go.  W międzyczasie, po krótkiej wymianie ognia z zaledwie kilkunastoma żołnierzami w ręce piratów wpadł również będący w budowie fort San Jeronimo.

Kolejnego dnia piraci zaatakowali  leżący po drugiej stronie zatoki portowej San Felipe. Obsadzony przez około 50 żołnierzy, został zdobyty w wyniku nieuwagi hiszpańskich żołnierzy. Gdy ci spierali się czy kontynuować walkę, sytuację wykorzystał jeden z piratów, który zakradł się do twierdzy i otworzył kompanom wrota, wpuszczając ich do środka. W tej sytuacji opór Hiszpanów okazał się bezcelowy, stali się jeńcami z wyjątkiem dowódcy fortu, który po kapitulacji popełnił samobójstwo.

Zdobyte przez Morgana Portobelo, było okupowane przez piratów ponad miesiąc. Był to okres nieustannego pijaństwa, zuchwałych grabieży, gwałtów i morderstw. Mieszkańców, których podejrzewano o ukrycie majątku, torturowano nie oszczędzając przy tym nawet kobiet. Ofiary bito, duszono i przypalano.

Tymczasem w odległej o mniej niż 100 kilometrów Panamie, hiszpański gubernator Bracamonte organizował misję ratunkową. Zgromadził kilkuset żołnierzy i ruszył z nimi w stronę miasta jednak nie potrafił się do niego przebić. Piraci skutecznie odpierali jego ataki, zaś pozbawieni ochrony wojska mieszkańcy Panamy umierali ze strachu przed kontratakiem piratów. W tej sytuacji  Bracamonte, przystąpił do negocjacji okupu za Portobello, który ostatecznie ustalona na kwotę 100 tys. peso (wg. obecnej wyceny szacowana wartości nabywcza tej kwoty to ok. 24 mln złotych). Jak na XVII w. dla 500 piratów była to kwota astronomiczna, tyle, że nie dla ówczesnych hulaków, którzy podobno wydali ją w ciągu trzech miesięcy w barach i burdelach Port Royal.

Dostarczony przez Hiszpanów okup, w postaci srebrnych monet (tzw. piece of eight) oraz srebrnych sztab, uwolnionych angielskich więźniów cześć dział z fortów w Portobelo piraci załadowali na swoje okręty i odpłynęli na Kubę.

Operacja przeprowadzona przez Henrego Morgana okazała się niezwykłym sukcesem militarnym, finansowym jak również propagandowym, gdyż w trakcie całej kampanii życie straciło tylko 18 piratów, a 32 było rannych.

Dzięki zdobyciu Portobelo, Henry Morgan stał się niekwestionowanym przywódcą pirackiej braci na całym Morzu Karaibskim. Pod jego piracką flagę ściągało coraz więcej piratów, dzięki czemu mógł on w 1671 r. sformować największe piracką flotę w dziejach, w skład której weszło 28 okrętów i ponad 1800 ludzi. Tym razem jego celem było miasto Panama, które Morgan zdobył, złupił po czym puścił z dymem.  

Nasi tu byli
Złota era piractwa  przypada na przełom XVII i XVIII w. kiedy to Rzeczpospolita nie zaliczała się ani do potęg morskich, ani tym bardziej kolonialnych. Pomimo to w okresie tym na Karaibach pojawiła się spora grupa Polaków. Byli oni żołnierzami Legionu Polskiego, którzy w latach  1802-03 zostali wysłani przez Napoleona do tłumienia buntu na Santo Domingo. Jako, że operacja militarna zakończyła się niepowodzeniem, niektórzy z biorących w niej udział Polaków zamiast wracać do Europy osiedlili się na wyspie, która uzyskała niezależność. Cześć z rodaków zasiliła również szeregi karaibskich piratów – byli wśród nich min. Izydor Borowski, Kazimierza Lux, szczególnie lubujący się w rabowaniu statków brytyjskich, oraz Ignacy Blumer, Wincenty Kobylański i Józef Olszewski.

Fort Santiago / Porobelo.
Wróćmy jednak do Portobelo, które cieszyło cię względnym spokojem i bezpieczeństwem przez zaledwie osiem kolejnych lat  czyli do roku 1680, kiedy to stało się celem ataku dwóch brytyjskich i jednego francuskiego okrętów pirackich dowodzonych przez kapitanów Sharpa, Coxona i Lessone’a. Dwustu-pięćdziesięciu piratów wylądowało o trzy dni drogi od granic miasta, do którego dotarli łodziami, a potem zaatakowali miasto od strony lądu. Mieszkańcy, przeceniając siłę przeciwników, opuścili miasto bez walki chroniąc się w fortach i pozwalając piratom bez przeszkód splądrować swoje domy.  Zdobyte łupy okazały się i tym razem nad wyraz bogate – każdy z piratów otrzymał po 160 srebrnych monet (tzw. piece of eight). Zgodnie z ówczesnymi cenami jedna taka moneta wystarczała na opłacenie dziennego noclegu z wiktem i opierunkiem w najlepszej gospodzie w Sewilli.

Przez kolejne 60 lat strzegące Portobelo forty skutecznie odstraszały wszystkich potencjalnych agresorów. Sytuacja uległa zmianie dopiero w 1739 r. Tym razem miasto zaatakowała brytyjska flota dowodzona przez admirała Edward Vernona.
Wojna o „ucho Jenkinsa”

Wiek XVII to okres w którym Hiszpania powoli traciła pozycję morskiego imperium, skutkiem czego jej flota oraz bazy morskie stawały się celem ataków ze strony Brytyjczyków i Francuzów. Los taki spotkał również Portobelo.
Pretekstem do ataku okazał się historia Roberta Jenkinsa, brytyjskiego żołnierza i przemytnika. Gdy jego statek został zatrzymany przez Hiszpanów u wybrzeży Kuby, Jenkins wdał się w pojedynek z jednym z hiszpańskich oficerów, który odciął mu ucho. Poszkodowany zabrał je ze sobą i pokazywał „w świecie” jako dowód hiszpańskiego okrucieństwa, apelując przy tym  do rządu w Londynie o ukaranie Hiszpanów. Jako, że każdy pretekst może zostać wykorzystany do wywołania wojny … to mogło też być nim i ucho kapitana.
Rolę sędziego w typ sporze powierzono admirałowi Edwardowi Vernonowi, który w   1739 r. uderzył na Portobelo, które zdobyto w ciągu zaledwie jednego dnia. Okupacja miasta trwała jednak trzy tygodnie, w trakcie których Brytyjczycy doszczętnie zniszczyli port, forty oraz samo miasto.
Fort Santiago / Porobelo.
Portobelo odbudowano jednak nigdy nie odzyskało ono  już swojego pierwotnego znaczenia. Stało się tak, gdyż Hiszpanie stopniowo rezygnowali z transportu towarów przez Panamę, korzystając coraz częściej z drogi morskiej wokół przylądka Horn. Miasteczko jednak przetrwało. Dziś jest ono jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych Panamy (wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO), kotwicowiskiem dla jachtów oczekujących na przejście Kanału Panamskiego oraz punktem przesiadkowym dla osób podróżujących z plecakami między Kolumbią i Panamą, pozbawionymi połączenia drogowego.

Warto zobaczyć
Nawet jeśli nie jesteście wielkimi entuzjastami historii militarnej to będąc w Panamie warto poświęcić czas by obejrzeć to co pozostało z broniących przez ponad dwieście lat Portobelo fortów, zwłaszcza, że zachowały się one w całkiem niezłym stanie.

Najbliżej centrum miasta znajduje się Fort San Jeronimo (Św. Hieronima). Jest to również największy spośród miejskich fortów i tym samym najciekawszy obiekt do zwiedzania. Na fortecznych murach ciągle znajduje się osiemnaście armat, niektóre dokładnie tam gdzie pozostawili je w 1821 r. Hiszpanie, gdy Kolumbia (Panama) uzyskała niepodległość. Na terenie fortu można również zwiedzać doskonale zachowane  koszary, kwatery oficerów oraz wartownię.  

Kolejnym fortem jest  Fort Santiago (Jakuba). Odbudowano go z ruin po ataku przeprowadzonym przez admirała Vernona. Większość z liczących trzy metry grubości ścian wykuto z bloków koralowych, które były lekkie i łatwo poddawały się obróbce. Fort przetrwał do naszych czasów w doskonałym stanie; na jego terenie oglądać można działobitnie, koszary, kwatery oficerów  oraz wieże wartownicze.   

Trzecim fortem, który niegdyś bronił miasta, był położony po przeciwnej stronie zatoki - fort San Felipe. Został on jednak kompletnie zniszczony w trakcie brytyjskiej ataku z 1739 r. Na jego ruinach wzniesiono kolejny fort, który nazwano San Fernando. Niestety budynki tego fortu zostały rozebrane przez amerykańskich inżynierów, którzy tak pozyskany surowiec wykorzystali do budowy falochronu chroniącego wejście do Kanału Panamskiego. Plac jaki pozostał po forcie jest jednak doskonałym punktem widokowym; można do niego dopłynąć  łódką z przystani w Portobelo (koszt: 5 USD na osobę). Osobiści uważam, że ciekawszy widok roztacza się jednak z górującego nad miastem punktu widokowego (Mirador Peru), do którego można dotrzeć piechotą (15 minutowy spacer z centrum).

Czarny Chrystus w białym kościele
Turyści odwiedzają Portobelo przede wszystkim by obejrzeć forty oraz odetchnąć atmosferą kolonialnego miasteczka. Tymczasem Panamczycy przybywają do tego miasta głownie po to by nawiedzić tutejszą świątynię pod wezwaniem Świętego Filipa. Niewielki kościół, o pobielonych ścianach, chroni narodowy skarb Panamy czyli wizerunek Czarnego Chrystusa (Cristo Negro), który jest w Panamie czczony w sposób podobny do naszej Czarnej Madonny.

Co roku, 21 października, Portobelo jest celem licznych pielgrzymek zmierzających na święto (odpust) Czarnego Chrystusa, którego figura (1,5 m) została wyciosana z ciemnego drzewa cocobolo (podobne do ciemnego palisandra).
Nie do końca wiadomo jak święta figura trafiła do Portobelo. Prawdopodobnie została ona w XVII w. wyłowiona przez okolicznych rybaków. Jak jednak znalazł się w morzu ?
Zgodnie z legendą figura przewożona była na statku, który próbował wyruszyć w rejs z Portobelo do Kartageny (Kolumbia). Za każdym razem, gdy statek opuszczał port zrywała się burza, która zmuszał go do odwrotu. Sytuacja taka powtarzał się sześciokrotnie, aż do momentu gdy obawiająca się zatopienia okrętu załoga postanowiła odciążyć statek wyrzucając za burtę ciężką skrzynię. Gdy burza ucichła, a okręt odpłynął, rybacy odnaleźli skrzynię, a w niej posąg Czarnego Chrystusa.   
Inna wersja legendy również mówi o odnalezieniu skrzyni na morzu, przy czym miało się to dziać w czasie epidemii cholery, która ustąpiła natychmiast po ustawieniu figury w kościele Św. Filipa.   
Jak było naprawdę trudno stwierdzić bo księgi kościelne w których można by szukać informacji na ten temat spłonęły w 1671 r. gdy piraci Henrego Morgana splądrowali i spalili Panamę.
Kościół pod wezwaniem Św. Filipa oraz figura Czarnego Chrystusa.
Wracając do wizerunku Czarnego Chrystusa, to święta figura cieszy się szczególną atencją ze strony ciemnoskórych Panamczyków, gdyż przez wieki był on ucieleśnienie ich nadziei na nadejście czarnego Mesjasza, który wyzwoli ich od zła utożsamianego z dominacją białego człowieka. Wizerunek Czarnego Chrystusa, będący połączeniem chrześcijaństwa z lokalnymi wierzeniami i rytuałami,  może budzić zdziwienie Europejczyków, jednak jest on aprobowana przez lokalny Kościół katolicki. Tyle, że akurat tego wyznawcom Czarnej Madonny nie trzeba tłumaczyć.

Fort San Lorenzo
Portobelo było głównym portem przeładunkowym na karaibskim wybrzeżu Panamy, nie było jednak jedynym bezpiecznym kotwicowiskiem dla hiszpańskiej floty. Drugim taki miejscem było znajdujące się ok. 10 km na północ od Portobelo ujście rzeki Chagres. To właśnie tu kończył się drugi, obok Drogi Królewskiej, szlak wiodący w poprzek Panamy, który prowadził wzdłuż rzeki Chagres. I to właśnie tutaj zbudowano kolejny fort noszący nazwę San Lorenzo.
Fort San Lorenzo.
Wzniesiono  go zgodnie z rozkazem króla Filipa II, w 1595 r. na wysokim klifie wznoszącym się nad ujściem rzeki. Zaledwie w rok po zakończeniu budowy stał się on celem ataku przeprowadzonego przez flotę Sir Fracisa Drake’a, któremu nie udało się go jednak zdobyć. Cel ten osiągnął dopiero w 1671 r. kapitan Morgan, dzięki czemu wpłynął na wody Rio Chagres, a wkrótce potem dotarł do Panamy, którą zdobył, ograbił i  puścił z dymem.

By zapobiec kolejnym atakom w 1680 r. fort został rozbudowany; wzniesiono nowe fortyfikacja na wysokim klifie oraz zwiększono liczbę dział. Pomimo to fort został ponownie zniszczony, tym razem przez brytyjską flotę dowodzoną przez admirała Vernon w 1739 r.

Fort został po raz kolejny odbudowany przez Hiszpanów w 1761 r., jednak w tym okresie jego rola nie była już tak kluczowa jak w poprzednich dziesięcioleciach. Stało się tak, gdyż Hiszpanie stopniowo rezygnowali z transportu skarbów przez Panamę, na rzecz drogi morskiej wokół przylądka Horn.   

Ostatecznie fort został opuszczony przez Hiszpanów w 1821 r., gdy Panama, będąca ówcześnie prowincją Kolumbii, uzyskała niepodległość. Fort był następnie wykorzystywany jako kolumbijskie więzienie, urząd pocztowy a nawet obóz poszukiwaczy złota.

Rejon San Lorentzo zasiedlono ponownie w 1911 r. budując ok. 10 km od ruin hiszpańskiej twierdzy Fort Sherman. Tym razem jednak była to amerykańska baza broniąca strefy Kanału Panamskiego. W 1999 r. fort przekazano Panamczykom
Fort San Lorenzo.
Hiszpańska flota skarbów
Prowadzone w XVI w. przez Hiszpanię globalne „operacje handlowe” wymagały stworzenia nowych, głównie morskich szlaków na które wyruszyły co roku tzw. floty skarbów. Floty owe były specjalnymi konwojami składającymi się ze statków handlowych oraz chroniących je przez piratami okrętów wojennych. System ten zapewniał cennym towarom bezpieczeństwo oraz ograniczał przemyt i nieopodatkowany handel, uszczuplający dochody korony.

OCEAN ATLANTYCKI / Srebrna Flota
Floty skarbowe zaczęto formować już w latach 40-tych XVII w. czyli zaledwie dwadzieścia lat po tym jak hiszpańscy konkwistadorzy, dowodzeni przez Hernan Cortés, pobili Azteków i podbili Meksyk. Pierwszy taki konwój wyruszył z Hiszpanii do Nowego Świata  już w 1543 r. Portem początkowym do 1680 r. była Sewilla (potem Kadyks) ze względu na jej optymalne położenie względem strefy pasatów oraz doskonałe „skomunikowanie” miasta z innymi regionami Hiszpanii i Europy. Do Sewilli prowadziły liczne, dobrze utrzymane drogi oraz szlak wodny wytyczony nurtem rzeki Gwadalkiwir, którymi do miasta transportowano oliwę, wino, ubrania,  mąkę, papier, książki, dewocjonalia, broń, amunicję, naczynia kryształowe, cynowe i srebrne, liny, narzędzia, żelazne elemen¬ty konstrukcyjne.

Załadowane tymi dobrami okręty ruszały do Nowego Świata początkowo kierując się ku Wyspom Kanaryjskim. Uzupełniwszy tam zapasy (np. o żywe zwierzęta) konwój pokonywały Atlantyk. Gdy docierały do Kara¬ibów, rozdzielał się na dwie grupy, jedna, określa¬na jako Flota a Nueva Espana, zmierzała na północ, do Veracruz w Meksyku (czyli ówczesnej Nowej Hiszpanii). Druga, znana pod nazwą Galeones a Tierra Firme y Peru obierała kurs ku Cartagenie (obecnie Kolumbia), skąd po uzupełnieni zapasów Galeones a Tierra Firme y Peru żeglowały do portów na wybrzeżu Panamy - Nombre de Dios, Portobelo i Chagres (Fort San Lorenzo).

Flota a Nueva Espana /  Flota Nowej Hiszpanii
Flota Nowej Hiszpanii wyruszała z Sewilli późną wiosną by dotrzeć na Karaiby w sierpniu, do Meksyku we wrześniu.
Następnie zimowała ona w Veracruz, oczekując na transportowane lądem sztaby srebra, koszenilę, złote i srebrne monety z Meksyku oraz towary importowane z Chin, np. porcelanę, przyprawy i jedwabie. Typowy ładunek obejmował również towary takie jak drewno, kakao, skóry, cukier, rośliny lecznicze oraz tytoń.
Załadowane statki ruszała ku Hawanie na przełomie maja i czerwca następnego roku. Po wielotygodniowym postoju, wypełnionym pracami remontowymi, kierowała ku Europie. Ostatnia Flota Nowej Hiszpanii wypłynął na Atlantyk w 1789 r.

Galeones a Tierra Firme y Peru / Galeony Stałego Lądu i Peru
Galeony Stałego Lądu i Peru miały wg pierwotnego planu odpływać z Hiszpanii w sierpniu, jednak w praktyce  wypływały między marcem, a majem, docierając do Cartageny w maju lub czerw¬cu. Po dwumiesięcznym okresie przeznaczonym na wypoczynek załogi, remonty i zaprowiantowanie okręty kierowano ku portom Przesmyku Panamskiego.
Tam ładowano je peruwiańskim srebrem, które przenoszono drogą lądową  przez przesmyk z miasta Panama znajdującego się na wybrzeżu Pacyfiku. Muły przenosiły kruszec brukowaną drogą najpierw do portu Nombre de Dios, które pod koniec XVI w. zostało zastąpione przez położone nieco bardziej na zachód Portobelo. Alternatywną drogą był transport towarów nurtem rzeki Chagres w rejon kotwicowiska chronionego przez Fort San Lorenzo.  Po załadunku okręty wracały do Cartageny, gdzie oczekiwały na statki przywożącymi inne towary z rejonu Karaibów, m.in. perły z łowisk koło Margarity, szmaragdy, ametysty, wełnę, chininę. Czasem dołączały również żaglowce zała¬dowane produktami z kopalni i planta¬cji usytuowanych na terenie dzisiejszej Gwatemali.

Galeony Stałego Lądu i Peru zimowały w Cartagenie ruszając w drogę powrotną dopiero latem, w rok po tym jak przypłynęły do Ameryki Południowej. Ich trasa wiodła ku północnozachodnim wybrzeżom Kuby, gdzie łączyła się z Flotą Nowej Hiszpanii po czym obie floty  płynęły do Sewilli (potem do Kadyksu). Po raz ostatni Galeones a Tierra Firme y Peru wypłynęły w rejs 1746 r.

OCEAN SPOKOJNY / Galony z Manili
Przez Przesmyk Panamski przewożono nie tylko peruwiańskie srebro i złoto. Nie  mniej istotną częścią ładunku były również towary pochodzące z Chin i Azji Pd-Wschodniej, które dostarczała kolejna flota nosząca nazwę  Galeón de Manila (Galony z Manili).

W XVI-XVIII w. Manila była jednym z głównych centrów handlu dalekowschodniego, dzięki temu, że w mieści tym znajdował się duża kolonia kupców chińskich. To dzięki nim do  hiszpańskich portów na Filipinach zawijało co roku (od grudnia do kwietnia) około czterystu dżonek z azjatyckimi towarami. Handel z Chińczykami pozwalał zapełnić magazyny, a potem ładownie statków, egzotycznymi towarami takimi jak jedwab, porcelana, kość słoniowa, wyrobami z laki, indyjskimi tkaninami z bawełny, wyrobami ze złota i pereł oraz koprą.  

Oprócz „towarów kolonialnych” istotną częścią ładunku były również muszelki i małe sztabki miedzi, obecnie o marginalne wartości. W XVI w. miały one jednak wartość bardzo wymierną – muszle-porcelanki powszechnie występujące w Azji, były w owym czasie cenionym środkiem płatniczym w Afryce. To one oraz miedź finansowały zakup niewolników, wywożonych następnie do Nowego Świata.

Kupione w Manili towary raz do roku wysyłano drogą morską do Meksyku (do Acapulco w Nowej Hiszpanii) oraz Panamy.  Rejs odbywano wykorzystując letni, południowo-zachodni monsun  znad Oceanu Indyjskiego, dzięki któremu dopływano do Marianów, gdzie robiono zwrot na północ by wejść w strefę wiatrów zachodnich dzięki którym dopływano do wybrzeży Kalifornii, a potem do Acapulco. Rejs tą trasą zajmował  od czterech do ośmiu miesięcy.
Po przybiciu do Acapulco azjatyckie towary przeładowywano na muły i transportowano je lądem, do Jalapa, gdzie oczekiwały na doroczne zawinięcie Floty Nowej Hiszpanii do Veracruz.

Galeón de Manila w drodze powrotnej do Azji najpierw obierały kurs na południe, by wejść w strefę silnych wiatrów wschodnich  oraz w północny prąd równikowy, z którym dopływały w okolice Guam skąd, obierano kurs na Manili na Filipinach. Rejs taki trwał zwykle osiem do dwunastu tygodni. Na pokładach powracających galeonów znajdował się żołd, nowi rekruci, misjonarze, urzędnicy, narzędzia, ubrania, wino i słodycze. Konwoje transportujące towary z Manili do Acapulco pływała w latach 1565-1813.


Transport
Zarówno Portobelo jak i San Lorenzo zostały wpisane na światowa listę dziedzictwa UNESCO. Oba obiekty są otwarte i można je zwiedzać za darmo – forty są otwarte i nie-biletowane.
Do Portobelo można dojechać autobusem z Panamy lub Colon (cena biletu ok. USD 5 (w Panamie obowiązującą walutą są amerykańskie dolary / banknoty). Autobus rusza co godzinę z głównego terminalu autobusowego w Colon. Wyprawa z Panamy jest nieco bardziej skomplikowana  - trzeba wsiąść do autobusu jadącego do Colon i wysiąść w Sabanitas, 10km przed  Colon. Tam trzeba zaczekać na autobus Colon-Portobelo. W sumie dojazd w jedną stronę to ok. dwóch godzin.

Dojazd do ruin San Lorenzo, wymaga wynajęcia taksówki w Colon, przy czym przy takiej opcji trzeba zachować sporej ostrożności. Colon uchodzi, zasadnie, za  jedno z najniebezpieczniejszych miast Panamy. W Colon można trafić na wielu nielicencjonowanych taksówkarzy. O ewentualne wskazanie rzetelnej taksówki warto poprosić policjanta. Cenę dojazdu należy ustalić przed wyruszeniem w trasę.   Do San Lorenzo można też próbować dojechać taksówką z Portobelo, o ile uda się ją „złapać”.

Zwiedzanie Portobelo i wszystkich fortów to całodzienna wycieczka szczegonie jeśli jedzie się z Panamy. Trzeba ją precyzyjnie rozplanować bo podobno transport autobusowy przestaje kursować po zmroku.

 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego