O prostowaniu (historii) bananów - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

O prostowaniu (historii) bananów

TRAVELPEDIA > CUDA NATURY
 
Wiecie skąd pochodzą banany i jak wygląda ich produkcja ? Słyszeliście o dziwnych przepisach regulujący krzywiznę banana ?  Czy to prawda, że w kartonach z bananami mogą czaić się pająki i węże ? Czas najwyższy wyprostować kilka historii na temat moich, a pewnie i Waszych, ulubionych „owoców”. Dlaczego jednak piszę słowo „owoców” w cudzysłowie ? Dlatego, że banany wg. klasycznej typologii roślin to … jagody, zaś bananowiec to bylina (z botanicznego punktu widzenia bliżej mu do zioła lub trawy, niż drzewa, ale to akurat widać przecież na pierwszy rzut oka bo bananowiec nie ma przecież klasycznego pnia).

Jakkolwiek byśmy nie klasyfikowali bananowca, zalety jego owoców  (mimo wszystko tak je będę nazywał)  znane są ludziom prawdopodobnie od wielu tysięcy lat. Banan może być jedną z najstarszych roślin uprawnych strefy tropikalnej.  Co więcej bananowiec może być pierwszą rośliną uprawianą rozmnażaną nie z nasion, lecz wegetatywnie (z sadzonek pobranych z innych roślin tego gatunku).

Bananowce pochodzą prawdopodobnie z Półwyspu Malajskiego. Eksperci znaleźli dowody ich przydomowej uprawy w Nowej Gwinei już w VIII w. p.n. e.; pierwsze pisemne wzmianki na ten temat pochodzą VI w. p.n.e.( „Buddhist Pali”) oraz z hinduskich poematów epickich „Mahabharata i Ramayana”.

Nawet jeśli Indie nie były miejscem w którym narodziły się banany to dziś są miejscem w którym rośnie ich najwięcej. Szacuje się, że ok. 1/4 globalnej produkcji tych owoców ma miejsce właśnie w Indiach. To również Indie były miejscem z którego rozpoczęła się globalna ekspansja bananów. Trudno dziś stwierdzić czy to hinduscy czy raczej Arabscy żeglarze (handlarze niewolników) przywieźli je w VI w n.e. na Madagaskar i do Afryki Wschodniej, skąd następnie trafiły, przez portugalskie plantacje na Wyspach Kanaryjskich, do Ameryki i Europy.

Wikipedia twierdzi, że słowo banan pochodzi od arabskiego słowa „banan”, które oznacza palec. Jako, że hodowane w czasach arabskiej ekspansji banany były znacznie mniejsze niż obecnie wiec na pierwszy rzut oka historia ta wygląda wiarogodnie. Problem w tym, że Arabowie na banana wcale nie mówią banan/palec tylko „mauz”, które to słowo pochodzi prawdopodobnie od określenia „mauca” (banan) używanego na określenie banana w sanskrycie. Alternatywne źródła twierdzą, że słowo „banana”, pochodzi raczej z narzecza jednego z plemion murzyńskich w Kongo.

Jak było naprawdę ? Nie wiem i zdaje się, że dla przeciętnego zjadacza bananów nie jest to, aż tak istotne. Ważniejsze jest to czy lubicie banany ? Zakładam, że – tak – bo banany to jedne z najpopularniejszych owoców świata. Rocznie na całym świecie zjada się ponad 70 milionów ton tych owoców !
 
Statystyczny Polak konsumuje ponad 7 kg. tych egzotycznych rarytasów (wszyscy Polacy konsumują ok. 375 tyś ton bananów rocznie (c. 5% światowej produkcji przemysłowej) wydając na nie ponad miliard złotych co roku). Do średniej europejskie brakuje nam ciągle ok. 3 kilogramów.

Przy takiej statystyce mogę z czystym sumieniem założyć, że banany lubicie jednak …nawet jeśli tak nie jest to zapewne słyszeliście o unijnym prawie regulującym krzywiznę banana. Brzmi absurdalnie ? A może to faktycznie  klasyczny przykład unijnej biurokracji ? Anegdota ? Jak jest naprawdę ?

Otóż historia „o wykrzywianiu bananów” jest prawdziwa i jak to zwykle bywa, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi w niej o pieniądze. Unijne przepisy za banana uznawały swego czasu jedynie taki owoc, który musiał być odpowiednio krzywy. Jego pożądane zakrzywienie  wynosić miało poniżej 27 mm na długości 14 cm co było cechą gatunków uprawianych w Afryce, a konkretnie w krajach będących byłymi francuskimi koloniami.

Jak się łatwo domyśleć sponsorem specyficznych unijnych przepisów był Paryż chcący ograniczyć napływ do Europy bananów z Ameryki Środkowej i Południowej. Plantacje południowo-amerykańskie były i są do dziś znacznie efektywniejsze i tańsze niż te z Afryki w związku z czym ich afrykańscy konkurenci bez unijnej ochrony szybko wypadliby z rynku. Tak się zresztą i tak w końcu stało. Unijna ochrona zamiast motywować afrykańskich plantatorów do zwiększenia efektywności została potraktowana jako gwarancja wieczystego monopolu, którym w istocie nie była.

Podczas gdy afrykańscy plantatorzy osiedli na laurach ich południowo-amerykańscy konkurenci przystąpili do kontrataku odnosząc spektakularny sukces rynkowy. Obecnie niemal 55% bananów świat importuje właśnie z Ameryki Południowej, podczas gdy z Afryki zaledwie 15%. Wystarczy popatrzeć na półki naszych supermarketów na których królują niemal wyłącznie banany z Ekwadoru i Kolumbii. Firma i kraj pochodzenie pojawia się prawie zawsze na nalepce. Wyjątkiem są chyba tylko produkty występujące pod marką  „Citronex” i „Quiza”, które są naszymi rodzimymi markami. Obie firmy importują, „dojrzewają” i sprzedają głównie  banany ekwadorskie.

„Dojrzewają” ? A co to za dziwaczne określenie ? Przecież w sklepach sprzedaje się wyłącznie dojrzałe banany. To prawda, ale prawdą również jest, że tylko nieliczni Polacy mieli okazję jeść banany, które dojrzewały w warunkach naturalny.

Doskonale wiecie, że banan jest owocem delikatnym i szybko się psuje. Wystarczy kilka dni poza lodówką by zaczął ciemnieć i gnić. Gdyby wiec zrywano go w Ekwadorze w stanie nadającym się od razu do konsumpcji to na nasze stoły dotarłby w postaci nie nadającej się do spożycia.

Rozwiązaniem problemu jest zrywanie i transport bananów niedojrzałych czyli po prostu zielonych (nie radzę próbować, w wersji nie-dojrzałej są bardzo cierpkie i pachą jakby …. ogórkiem).

Produkowane przemysłowo banany są hodowane na ogromnych plantacjach, które bywają otwarte dla turystów. Jest to zarówno forma promocji dla hodowcy, jak i możliwość sprzedaży swojego produktu konfekcjonowanego w wersji dla klienta detalicznego. W firmowym sklepiku mona trafić na rożnego rodzaju przetwory lub nawet kosmetyki z banaów. Jeśli trafi się Wam okazja, aby taką plantację zwiedzić to polecam bo naprawdę warto. Ja zawsze korzystam z takich okazji – raz, że interesuje mnie to z powodów poniekąd zawodowych, dwa, że jestem zwyczajnie ciekawy (do tej pory udało mi się zaliczyć min. plantację kokosów, bananów, kawy, herbaty, pistacji, owoców kiwi i ananasów).   

Wracając jednak do bananów – ich zbiór zaczyna się gdy ogromne kiście są jeszcze zupełnie zielone. Potem są one myte i  dzielone na cząstki które można pomieścić w plastikowych workach, a potem w standardowych kartonach. Te ładuje się następnie do kontenerów, które trafiają do ładowni statków w których utrzymuje się temperaturę około 10 stopni Celsjusza.  Niska temperatura powoduje, że proces dojrzewania zostaje zatrzymany na czas trwające kilka tygodni podróży.

Gdy dostawa dociera do Europy kontenery trafiają do obiektów (np. w Zgorzelcu (Citronex) lub Gdyni (Quiza) zwanych „dojrzewalniami”. Tam kartony z bananami ładuje się do specjalnych komór o kontrolowanej atmosferze i temperatura. Banany najpierw się intensywnie wentyluje, a potem ogrzewa do temperatury pokojowej. Banany budzą się z hibernacji i zaczynają dojrzewać. Proces ten jest przyspieszany przez tłoczenie do komór mieszanki  azotu (96%) i etylenu (4%). W ciągu 5-6 dni banan nabiera charakterystycznej żółtozielonej barwy i jest gotów by wysłać go na sklepowe pułki.

Sięgając po takie banany, niektórzy z Was czasem odczuwają lekki niepokój czy aby wśród bananów nie czai się jakąś niemiła niespodzianka - pająk, skorpion, albo nawet wąż. Media regularnie donoszą o takich incydentach wiec faktycznie zdarzają się one, jednak ich prawdopodobieństwo jest naprawdę niewielki. Jaki pająk przeżyje dwa tygodnie w chłodni, a potem kilka dni w atmosferze pozbawionej tleny ? Hm … ten najtwardszy ;-)

By spróbować owoców, które dojrzewają w sposób naturalny trzeba wybrać się do Indii, Chin, na Filipiny, do Indonezji, Tanzanii , Ameryki Południowej lub Afryki. To w tych krajach produkuje się większość konsumowanych w Europie bananów, które w zasadzie należą tylko do jednej odmiany zwanej Cavendish.  Odmiana ta pochodzi z Chin i w latach 60-tych XX w.  zastąpił odmianę Gros Michel, która niemal zupełnie wyginęła z powodu tzw. choroby panamskiej.  

Podobny los czeka prawdopodobnie również odmianę Cavendish gdyż po plantacjach tego gatunku roznosi się kolejna zaraza, która niszczy uprawy. Specjaliści szukają mutacji odpornej na choroby, ale póki co odonoszą ograniczone sukcesy. Podobno udało się wyhodować banana odpornego na nową chorobę, tyle, że smakował on jak …. jabłko. Kto to kupi ?

Bananowce gatunku Cavendish są klonami pod względem genetycznym. Nowe bananowce wyrastają z sadzonek pobranych ze starych roślin lub fragmentów organizmu macierzystego. Pień, który wydał owoce, usuwa się. Zostawia się jednak kilka odrostów, a po kilku miesiącach każdy z nich ponownie owocuje. Niestety, ale taki sposób „rozrodu” czyni z przemysłowo uprawianych bananowców rośliny słabo odporne. Co innego odmiany dzikie, które rozmnażające się płciowo i maja unikalny zestaw genów, który znacznie zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się jakiejś rośliny „indywidualnie” odpornej. Niestety dzikie gatunki bananów nie trzymają przemysłowych standardów co do rozmiaru, koloru i smaku. Są również znacznie mniejsze i wyglądają nie tak atrakcyjnie, za to ilościowo stanowią większość bananów jakie człowiek hoduje na świecie (banany eksportowe to tylko/aż 15% ich całkowitej produkcji).

Z  europejskiej perspektywy banany kojarzymy właściwie wyłącznie z owocami podczas gdy w krajach w których są one hodowane jest  wiele odmian nie-słodkich których używa się jako źródła skrobi. Pełnią one rolę kulinarnego odpowiednika naszych ziemniaków i frytek. Jada się je w wersji nie-dojrzałej, za to gotowanej lub smażonej.

Najwięcej wariantów dań z bananów spotkałem podróżując po Ameryce Południowej i Afryce – trafiały się potrawy z mączki bananowej, chipsy bananowe (twarde niczym kamień), banany wędzone, w ciście naleśnikowym oraz coś co przypominało pączki. Trafiało się również piwo z bananów. Dało się to wszystko zjeść, ale … żyć bez tego też się dało.
 
Na koniec kilka …. zupełnie nieprzydatnych w podróży ciekawostek
 
(1)    Z liści otulinowych banana manilskiego otrzymuje się włókno odporne na działanie wody, z którego wyplata się liny i osprzęt żeglarski
(2)    W skórce banana są śladowe ilości substancji psychoaktywnych (żeby, jednak zdziałały w wiadomy  osób trzeba by zjeść ich – wagon)
(3)    Związek odpowiedzialny za smak banana jest podobny do feromonów, które pobudzają pszczoły do ataku. Uważajci gdzie rzucacie skórki …
(4)    Ubrania pobrudzonego sokiem z banana nie da się oczyścić  (najbardziej lepki sok świata). Ta akurat sprawdziłem i wygląda, na to że naprawdę się nie da.
(5)    Dzikie banany w większości są niejadalne dla ludzi ponieważ zawierają twarde nasiona.

I to by było na tyle. Dla jasności dodam, że nie jest to artykuł sponsorowany, przez ŻADNEGO producenta bananów, ani też ŻADNĄ sieć supermarketów. Sponsorem był tym razem Cavendish zwyczajny.
....................................................................................................................................................
....................................................................................................................................................
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego