Jezioro Titicaca - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Jezioro Titicaca

PODRÓŻE > AMERYKA PD. > PERU
Jezioro Titicaca znajduje się na wysokości prawie czterech kilometrów, co czyni je najwyżej położonym polodowcowym jeziorem na świecie. Na jego powierzchni, która zajmuje niemal 8 tyś. km2, znajduje się dwadzieścia pięć skalistych wysp, oblanych przez lodowate wody spływające z okolicznych gór. Nietypowe położenie zbiornika powoduje, że ma on, aż dwie, mało komfortowe strefy klimatyczne - chłodną deszczową oraz chłodną suchą. Okoliczne powietrze zawiera zaledwie połowę tlenu w stosunku do atmosfery z nizin. Trudno chyba wybrać mniej przyjazną okolicę do życia?

Okazuje się jednak, że nie wszyscy byli tego zdania. Już tysiące lat temu nad wodami jeziora Titicaca pojawili się pierwsi ludzie którzy zbudowali w tym miejscu osady korzystając z lokalnych zasobów (ryb) oraz z pastwisk nadający się do wypasu lam i alpak. To co zaskakuje w dwójnasób to fakt, iż z czasem to niegościnne miejsce stało się również andyjskim odpowiednikiem greckiego Olimpu, w którym zamieszkał Wirakocza, bóg stworzyciel wszechrzeczy i świata  Inków.
Kolebka ludzkości
Zanim nad jeziorem pojawili się Inkowie okolica ta uznawana była za sanktuarium ludu Ajmara, którego stolicą było Tiwanaku.
Mitologia świata pre-kolumbijskiego
Zanim powstał świat istniały jedynie puste, pozbawione roślin i zwierząt kamieniste przestrzenie, które okrywał odwieczny mrok. Po tym mrocznych krainach wędrował Wirakocza, „stwórca wszechrzeczy", który dał początek wszystkiemu co żyje. Uczynił to rysując na ziemi prosty szkic, bez słońca i gwiazd. Z pomalowanych kamieni stworzył różne istoty w tym również plemię nieokrzesanych olbrzymów. Według legend ten akt stworze¬nia dokonał się właśnie nad  jeziorem Titicaca.    

Wirakocza   rozkazał  wszystkim nowostworzonym istotom żyć w zgodzie, z zachowaniem dobrych obyczajów oraz służyć swemu stwórcy. Niestety pierwsi mieszkańcy ziemi zlekceważyli wolę stworzyciela okazując mu nieposłuszeństwo. Ten rozgniewał się i przeklął ich po czym zesłał na ziemie potop, który unicestwił zepsuty świat.

Zanim jednak nadeszła katastrofa jeden z pasterzy został ostrzeżony o zbliżającym się kataklizmie przez lamy (!), którymi się opiekował. Pasterz i jego zwierzęta postanowili udać się na wysoką górę o nazwie Ancasmara, gdzie przetrwali sześciodniowy potop. Gdy wody opadły, ów pasterz oraz jego synowie i córki dali początek nowemu pokoleniu ludzi. Brzmi znajomo?
Alternatywna wersja legendy mówi o całkowitej zagładzie ludzkości w potopie i o jej odbudowie w oparciu o trójkę sług Wirakoczy. Tym razem bóg w akcie stworzenia powołał do życia nie tylko ludzi, ale i światło.

Ów akty „oświecenia” miał mieć miejsce w mieście Colla nad jeziorem Titicaca. Wirakocza stojąc na wysokiej skale, rozkazał, by zaświeciło słońce, księżyc i gwiazdy i odtąd oświetlały świat. Co ciekawe  Indianie wierzyli, że początkowo Wirakocza dał większą jasność księżycowi niż słońcu, które ze złości rzuciło w rywala popiołem, gdy razem wschodziły na niebie, skutkiem czego księżyc przybrał popielato szarą barwę.

Gdy Wirakocza zakończył drugi akt tworzenia świata opuścił skałę i razem z trzema swoimi sługami udał się do miejsca zwanego Tiahuanaco (Tiwanaku). Tam narysował na wielkiej kamiennej płycie wszystkie ludy, które zamierzał stworzyć. Sporządził (ulepił?) też ich wizerunki w postaci posągów po czym … tchnął w nie ducha obdarzając życiem, po czym nakazał im zasiedlić ziemię. Zanim jednak plemiona rozeszły się po świecie wzniosły dla Wirakoczy miasto zwane Tiahuanaco (Tiwanaku), którego ruiny można podziwiać do dziś na terenie Boliwii. Co ciekawe w owym czasie wszystkie te plemiona mówiły jednym i tym samym językiem. Dopiero gdy opuściły boskie miasto (boski raj?) ich narzecza uległy zmianie tak, że nie mogli się zrozumieć.  I znowu … brzmi znajomo ?
Trudno powiedzieć  kiedy obszarami nad jeziorem Titicaca zawładnęli Inkowie. Zgodnie z legendą stało się to wtedy gdy na wyspy na jeziorze, zstąpił bóg słońca i litując się nad pozba¬wionymi nauczycieli ludźmi, dał im swoje własne dzieci Manco Capaca i Mama Ocllo, na pierwszych władców. By uczcić miejsce „ziemio zesłania”, Inkowie wybudowali na dwóch wyspach jeziora Titicaca świątynie poświecone Słońcu i Księżycowi.
Wyspa Księżyca / Isla de la Luna

Wyspa Słońca / Isla de Sol

Z czasem Inkowie narzucili kult Słońca wszystkim podbi¬tym przez siebie ludom, zachowując jednak dla siebie uprzywilejowane miejsce w obrzędach i ceremoniach świeconych bogu Słońca .

Najwspanialszą świątynię poświeconą najwyższemu bóstwo Inków – Inti, wzniesiono na Isla del Sol (Wyspa Słońca).  Jej ściany były podobno  wyłożone płytkami złota, dzięki temu, że corocznie z wszystkich prowincji napływały do niej dary w złocie i srebrze. Według relacji przekazanych konkwistadorom przez Indian, zasoby szlachetnego kruszcu w świątyni były tak duże, że  można by - bez dodawania kamieni i zaprawy murarskiej - zbudować z nich spory budynek.  Precjozów tych nigdy jednak nie odnaleziono – podobno gdy nad jezioro dotarły wiadomości o pojmaniu przez Hiszpanów ostatniego władcy Inków, kapłani wrzucili cały skarb do jeziora.
W 1961 r. oceanograf Jacques Cousteau badał głębiny jeziora, posługując się małymi łodziami podwodnymi, ale nie znalazł śladów skarbu za to podczas prowadzonych na początku XXI w. badań na dnie odnaleziono złote figurki i inne przedmioty. Znajdowały się one głównie wokół wysp Słońca i Księżyca,  przy czym były to zapewne  artefakty  wrzucone do wody jako rytualne ofiary, nie zaś legendarny „skarb światyni”.
W ceremoniach odbywanych na Wyspie Słońca i leżącej nieopodal Wyspi Księżyca (Coati) mogli uczestniczyć wyłącznie Inkowie czystej krwi. Lokalną ludność wysiedlono, sprowadzając w jej miejsce  ludność z innych obszarów państwa, która cieszyła się szczególnym zaufaniem władz i sprawowała nadzór nad miejscami kultu. Tubylcy mogli jedynie okresowo przynosić na wyspę dary, ale nie wolno im było przekraczać progów świątyni Słońca - Inti Huasi.

Religijne ceremonie  w świątyniach na jeziorem Titicaca należały podobno do najwspanialszych w inkaskim imperium. W służbie głównej świątyni pozostawało ponad 600 sług i tysiąc kobiet „wybranek" poświęconych kultowi Słońca. Najdonioślejszym punktem ceremonii było święte oczyszczenie, któremu towarzyszyła ofiara z młodej kobiety ze szlachetnego rodu tzw. oblubienicy Słońca. Konkwistadorzy twierdzili, że wszystkie te ceremonie kończyły się ucztami, pijaństwem i rozpustą.

Chociaż to słońce było najważniejszym spośród inkaskich bóstw to nie można zapomnieć i o kulcie Księżyca. Pomiędzy sanktuariami Słońca i  Księżyca istniały „ożywione relacje teologiczne”. W ramach cyklicznych ceremonii kapłani i ka¬płanki z obu świątyń odbywali rytualne rejsy na specjalnie przystrojonych tratwach. Ich celem było spotkanie pary bóstw na wodach jeziora oraz budowa pływającej świątyni w której ucieleśnienie bogini Księżyca prosiło boga Słońca o łaskę zapładniania zasiewów.

Tam gdzie niebo styka się z ziemią
Po inkaskich świątyniach do dziś postały jedynie ruiny jednak zamieszkujące okolicę jeziora ludy zachowały wiele ze swoje przed-inkaskiej oraz inkaskiej kultury. Dalej mówi się tu w języku ajmara i keczua, dalej uprawia się tradycyjne rzemiosło (tkactwo, garncarstwo), dalej również pływa się po jeziorze w zbudowanych z czciny łodziach.  Okolicę jeziora warto odwiedzić nie tylko ze względu na tutejsze zabytki, ale i wyjątkowe walory krajobrazowe.
Puno i okolica
Zwiedzanie jeziora Titicaca najlepiej zacząć od leżącego na jego brzegu Puno.  Miasto powstało w   1668 r. jako hiszpańska osada. W czasach kolonialnych było jednym z najbogatszych na kontynencie ze względu na bliskość kopalń srebra Laykakota. Jego pokłady odkryto  w  1657 r. skutkiem czego w okolicy doszło do wybuchu „gorączki złota” oraz przybycia w to miejsce dziesiątek tysięcy konkurujących ze sobą poszukiwaczy. Rządy prawa przywrócił dopiero hrabia Lemos, który  wydał rozkaz egzekucji najbardziej krewkich minieros, których przeniósł potem z Laykakoty do Puno.
Katedra miejska i marmurowy ołtarz.

Z czasów kolonialnej świetności w mieście pozostała kamienna katedra  z 1757 r. z pięknym ołtarzem z marmuru inkrustowanego srebrem.  W pobliżu katedry znajduje się dom hrabiego Lemos. Z kolei ozdobą Plaza de Armas jest Arco Deustua, pomnik na cześć żołnierzy poległych w bitwach o niepodległość, pod Junin i Ayacucho. Na placu znajduje się galeria sztuki miejska (Pinacoteca), a niedaleko placu Museo Carlos Dreyer z kolekcją przedmiotów wytworzonych przez ludy Tiahuanaco, Nazca, Paracas, Chimu i Inków. Warto zobaczyć – szczególnie jeśli ktoś nie wybiera się do Nazca.

Miasto ma również dwa punkty widokowe, z których można podziwiać panoramę wraz ze sporym fragmentem jeziora. Pierwszym jest wzgórze Parque Huajsapata na którym stoi wielka biała statua Manco Capaca, pierwszego Inki – w stylu … powiedzmy naturalistycznym; drugim punktem widokowym  jest Parque Pino, na którym znajduje się kościół św. Jana Chrzciciela.
Puno - Parque Huajsapata oraz posąg  Manco Capaca.

Puno - Parque Pino.

W okolicy Parque Pino znajduje się warte odwiedzenia miejskie targowisko warzywne gdzie można obejrzeć wiele gatunków ziemniaków (żółte, fioletowe, pomarańczowe zielone oraz … zupełnie zwyczajne). Na straganach można też kupić lokalne wyroby z wełny (czapeczki, narzuty, poncha), lokalną ceramikę oraz miniaturki trzcinowych łodzi pływających po jeziorze Titicaca. Wszystko to wygląda na lokalne pamiątki, nie zaś na zawartość kontener z pamiątkami wyprodukowanymi w Chinach. Jak zwykle w takich miejscach warto zachować ostrożność bo nie brakuje tu podobno kieszonkowców.

Największą atrakcją Puno nie są jednak lokalne zabytki tylko rejs po jeziorze z opcją zwiedzenia wysp oraz ich lokalnych mieszkańców. W mieście jest sporo agencji, w których można wykupić całodniową wycieczkę na pływające wyspy Uros oraz na  Taquilę w cenie ok. 30-50 dolarów (opcja z odbiorem z hoteli odwózka po imprezie).  Można też udać się rano (miedzy 8.00 a 9.00) bezpośrednio do portu i próbować wytargować nieco niższą cenę.

Pływające wyspy
Islas de los Uros to obowiązkowy punkt programu każdego turysty odwiedzającego jezioro Titicaca.  Są to pływające platformy-wyspy zbudowane przez Indian z plemienia Uro z nietonącej trzciny wodnej (totora). Gdy niższe warstwy wyspy zgniją, czyli co pół roku, pokrywa się ją  kolejną warstwą skutkiem czego jej powierzchnia jest gąbczasta. Chodzenie po takiej pływającej platformie przypomina stąpanie po grubym materacu (przewodnicy na pewno zaproponują Wam, aby korzystając ze sprężystego podłoża … poskakać).  

Trzcina ma znacznie więcej zastosowań – zarówno konstrukcyjnych (buduje się z niej również chaty) jak również kulinarnych (miękka część trzciny nadaje się do jedzenia w wersji surowej i gotowanej, a nawet słodzonej).
Wynalazkiem Indian Uro  są też łodzie z trzciny totora, tak wąskie, że mieści się na niej tylko jeden człowiek (siedzący w kucki). Mają one  żagiel, także upleciony z trzciny, wznoszący się jak motyl nad dwoma palami. Łodzie te pomimo niepozornego wyglądu mają jednak wysoką dzielność morską – czego dowodem jest przepłyniecie na pełnomorskiej wersji takiej „trzcinówki” Atlantyku (wyprawa Ra II z 1970 r. pod dowództwem Thora Heyerdahla).
Według lokalnej legendy, Indianie Uro dotarli nad jezioro Titicaca jako pierwsi ludzie, długo przez Ajmarami oraz Inkami. Wybrali życie na wodzie, dzięki czemu mogli uniknąć konfrontacji z agresywnymi sąsiadami, którzy uznawali ich za lud prymitywny, koczowniczy i unikający ciężkiej pracy.  Tak też ich opisano konkwistadorom, którzy zapisali, że „Urowie byli tak leniwi, iż szósty inka Roca nałożył na nich daninę, pchlą, jedynie po to, żeby zmusić ich do pracy. I tak rozkazał inka Roca tym leniom Urom, zaiste gnuśnemu i nieużytecznemu ludowi, by każdy z nich przynosił co miesiąc rurę trzcinową napełnioną pchłami i tylko w tym celu, by żaden z nich się nie próżniaczył”.

Oprócz przypisywanej Urom niechęci do pracy wyróżniała ich  ciemnobrązowa karnacja, własny język oraz nietypowa budowa ciała.  Niegdyś mieli oni podobno dłuższe ramiona i nogi oraz wydłużoną czaszkę; nie odczuwali chłodu i nigdy nie tonęli. Dziś raczej trudno spotkać typowego przedstawiciela tego ludu bo ostatnim jego  przedstawicielem była kobieta, która zmarła w 1959 r.
Ludzie mieszkający współcześnie na wyspach nie różnią się fizycznie od mieszkańców stałego lądu, ze względu na mieszane małżeństwa z ludami mówiącymi ajmara i keczua.
Indianie Uro do dziś zamieszkują pływające wyspy, choć niekonieczne na stałe. Obecnie ich głównym źródłem dochodu nie są już połowy ryb, tylko wizyty turystów. Dalej mieszkają w szałasach i gotują na otwartym ogniu, ale bywa, że za szałasem stoją baterie słoneczna, a w szałasie przenośne telewizory. Niewiele pozostał z autentycznej przed-inkaskiej tradycji.  Za dekadę, albo dwie Islas de los Uros będą pewnie przypominać meksykańskie Xochimilco. Warto się pośpieszyć bo za jakiś czas z Titicaca zostanie tylko … kaka.
Największe pływające wyspy to Toranipata, Huaca Huacani i Santa Maria.
Taquile
Dla osób poszukujących kontaktu ze znacznie mniej komercyjnym „otoczeniem” polecam wizytę na wyspie Taquile. Dotarcie do niej wymaga spędzenia, aż trzech godzin na łodzi co powoduje, że z opcji tej korzysta mniej turystów. W przeciwieństwie do ludu Uro mieszkańcy Taquile limitują dostęp gości.
W XVI w. na wyspie znajdował się hacjenda i niewielka osada. Gdy w 1821 r. Peru zdobyło niepodległość, wyspę przekształcono w kolonię karną, jednak z czasem rdzenni mieszkańcy odzyskali nad nią kontrolę tworząc wspólnotę która świadomie izolowała się od innych mieszkańców jeziora Titicaca.
Mieszkańcy Taquile starają się zachować tradycyjny sposób życia, dzięki czemu wyspa to oaza spokoju. Mieszkańcy nadal uprawiają ziemię tradycyjnymi narzędziami i nie stosują płodozmianu. Na zboczu wzgórza pozostały resztki inkaskich tarasów.  Jeśli ktoś zechce przenocować na wyspie to  jest to możliwe choć nie ma tam hoteli, jednak mieszkańcy przyjmują gości na noc we własnych domach (po angielsku ciężko się dogadać, hiszpański pomaga, ale naprawdę skuteczny jest keczua – nie radzę oczekiwać luksusu, tylko bardzo prostego noclegu).

Wyspa słynie z doskonałej jakości wełnianych wyrobów, z lamy i alpaki, wytwarzanych tradycyjnymi metodami (czapki, poncha, spódnice, kamizelki, haftowane bluzki).  Charakterystyczne czapki robią na drutach … mężczyźni. Mogą one być doskonałą pamiątką lub prezentem przy czym nikt nachalnie nie namawia do ich zakupu.

Świątynie, grobowce i … fallusy

Będąc w Puno warto również odwiedzić leżące nad jeziorem Umayo (35 km od Puno) ruiny noszące nazwę Sillustani. Są to pozostałości  po  wysokich na 4-5 metrów wieżach grobowych, o grubości murów około 80 cm, nazywanych chullpas. Wzniósł je lud Colla, mówiący językiem ajmara, który dorównywał wiedzą architektoniczną Inkom. Ci podbili Colla ok. 100 lat przed przybyciem Hiszpanów. Wiek chullpas do dziś pozostaje zagadką. Hiszpański kronikarz w 1549 r. określił je jako „niedawno ukończone", chociaż część z nich wygląda, jakby nigdy nie zakończono ich budowy

Chullpas były grobowcami członków wyższych warstw społecznych, chowanych wraz z rodzinami i całym dobytkiem zabieranym w nowe życie. Archeolody sugerują, że wieże służyły równocześnie jako grobowce i pomieszczenia mieszkalne, co byłoby jednak zadziwiające, bo Indianie odczuwają zabobonny strach przed zmarłymi i omijają z daleka chullpa.

Wieże zbudowano na niewielkim cyplu, nad ciemno granatowymi wodami jeziora, w surowej, ale niezwykle klimatycznej okolicy.

W okolicy Puna znajduje się również inne stanowisko archeologiczne o dosyć szczególnym charakterze – mam na myśli Chucuito, miasteczko  zbudowane na miejscu dawnej inkaskiej osady, z inkaskim zegarem słonecznym na głównym placu. W pobliżu kościoła miejskiego znajduje się inkaska świątynia płodności, której najciekawszym elementem jest ogrodzenie z wielkich kamiennych …. fallusów. Będąc w Chucuito można również  obejrzeć  dwie świątynie Iglesia Santo Domingo kościół La Asunción.

Copacabana
Dla osób które mają zamiar obejrzeć jezior również od strony boliwijskiej np. w drodze do/z La Paz polecam wizytę w miasteczku Copacabana. Jest ono odwiedzane przez pielgrzymów zdążających do katedry miejskiej w której przechowuje się XVI-wieczną drewnianą figurę Matki Boskiej. Wykonał ją w 1853 r. indiański rzeźbiarz Francisco Tito, krewny inki Huayny Capaca. Z wyjątkiem godzin mszy posąg stoi odwrócony plecami do wiernych, a przodem do jeziora, by Matce Boskiej nie umknęły uwadze nadchodzące burze lub trzęsienia ziemi.

Z Copacabany kursuje statek na  boliwijskie wyspy na jeziorze Titicaca - Isla del Sol (Wyspa Słońca) oraz Isla de la Luna (Wyspa Księżyca). Na tej pierwszej (dostępnej też publicznym promem) stoi święta inkaska skała, na drugiej ruiny Pilko Caima, z portalem poświęconym Słońcu. Na Wyspie Księżyca, nazywanej również Coati, są ruiny inkaskiej świątyni oraz dawnego domu kapłanek. Lojalnie jednak ostrzegam, że na Isla de la Luna płynie się w jedną stronę 45 minut, podczas gdy zwidziane ruin zajmuje max. 20 minut. Po fakcie uważam, że nie warto było tam płynąć.

Jacek Zabielski 2019-03

KIEDY JECHAĆ
Najlepszy okres na wędrówki po Andach przypada między majem, a wrześniem, gdy w górach nie ma deszczu ani mgły co gwarantuje doskonałe widoki. Niestety w tym okresie dobowe wahania temperatur są bardzo wysokie (przekraczają 20°C). Nocami zdarzają się przymrozki, a gdy słońce znajdzie się w zenicie robi się naprawdę ciepło, tak że trzeba  uważać na oparzenia słoneczne. Trzeba też uważać na  promieniowanie ultrafioletowe; przyda się czapka, okulary i krem z filtrem.

KOMUNIKACJA
Do Puno najwygodniej dojechać z Cuzco, korzystając z połączenia kolejowego do Juliaca (alternatywą może być minibus (colectivo) lub samolot, ale Puno to okolica ze zmienną pogodą, loty nie zawsze dochodzą do skutku). Dystans z Juliaca do Puno to ok. 20 km, który można pokonać lokalnym pociągiem lub też korzystając z taksówek / busików, które czekają na turystów pod dworcem (45 min. jazdy – cena biletu 5 USD).

W Puno jest ok. dziesięciu średniej klasy hoteli – jednym z lepszych, ale i droższych jest https://www.hotelhaciendapuno.com.pe. Jego zaletą jest nie tylko komfortowe zakwaterowanie, ale i oferta wycieczkowa w całkiem rozsądnej cenie (pół-dniowa wycieczka na Uros – 17 USD od osoby, całodzienna wyprawa na Uros i Taquile – 30 USD, opcja dwudniowa z noclegiem na wyspie 70 USD, półdniowa wyprawa do Sillustani – 19 USD). Alternatywą mogą być usługi http://titicacaperu.com/tours/

W przypadku osób, które zechcą udać się na drugą stronę jeziora, do leżącej w Boliwii – Copacabany, najwygodniejszą opcją będzie busik, który dowiezie do celu w ciągu ok. pięciu godzin (trasa Puno – punkt graniczny Yunguyo – Copacabana – cena ok. 8-10 USD – trudno określić czas bo zależy on od tego jaki na granicy jest korek). Więcej informacji tutaj: https://www.ticketsbolivia.com/travel-by-bus/.
Przejście graniczne - Peru / Boliwia
Obywatele polscy udający się do Boliwii są zwolnieni z obowiązku wizowego w przypadku pobytu do 90 dni. Paszport powinien być ważny co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu. Boliwia nie ma przedstawicielstwa dyplomatycznego w Polsce.

Alternatywna opcja to wyprawa z Puno do La Paz (8 godzin) w czasie której większość autobusów zatrzymuje się w porze obiadu w Copacaba¬nie. Autobusy z Puno jeżdżą do Boliwii również przez Desaguadero. Ta droga jest krótsza, ale znacznie gorsza i podobno nie taka  malownicza jak trasa przez Copacabanę, z której korzystałem.

Jeśli zechcenie popłynąć z Copacabany na  Isla del Sol to najlepiej udać się na przystań przed 8.00 (bilet w obie strony to koszt ok. 30 bolivianos) lub skorzystać  z pośrednictwa jednego z biur podróży, których jest kilka przy głównej ulicy (La Paz / Calle Jauregai).

ZAKWATEROWANIE
Dwie opcje warte rozważenia w Puno to Hotel Hacienda https://www.hotelhaciendapuno.com.pe lub Sillustani Inn (https://sillustani.com)/

KULINARIA
Rejony andyjskie słyną z narodowego dania Peru czyli pieczonej świnki morskiej (cuy). W sumie nie polecam bo więcej w niej kości niż mięsa, ale przynajmniej raz trzeba spróbować. W Puno warto poszukać jakiejś lokalnej ryby z jeziora Titicaca. Żyje w nim jednak tylko kilka rodzimych gatunków i … łosoś kanadyjski, którym próbowano je zarybiać.

GARDEROBA
Wyprawa na płaskowyż altiplano dostarcza wyjątkowych atrakcji o ile jest się do niej odpowiednio przygotowanym w zakresie stroju. Ze względu na dużą amplitudę temperatur (nocne i poranne przymrozki) koniecznie trzeba zabrać ciepła kurtkę (gruby polar, a lepiej kombinację softshell + hardshell (czytaj więcej tutaj >).  Doradzam też zabranie czapki i rękawiczek – to nie żart – jeśli ich nie spakujecie to i tak pewnie kupicie na miejscu. Do kompletu trzeba dodać dobre buty trekkingowe (czytaj więcej tutaj >) oraz nakrycie głowy (czytaj więcej tutaj >).

ZAKUPY & PAMIĄTKI
Okolice jeziora Titicaca to ważny ośrodek peruwiańskiego folkloru oferują¬cym duży wybór tradycyjnego rękodzieła, głównie z wełny lamy i alpaki - czapki, paski, poncha etc. Można też kupić pamiątki wyplatane z trzciny oraz ceramikę (to chyba najmniej rozsądna opcja bo taki towar jest ciężki i kruchy).
ZDROWIE
Wyprawa na 4 tyś metrów, nawet przy kilkudniowej aklimatyzacji, może skutkować objawami choroby wysokościowej (soroche) czyli ogólnym zmęczeniem, płytkim oddechem, nudnościami oraz bólem głowy. Przewodnicy doradzają picie herbatki z liści koki (to nie narkotyk!) i/lub rzucie liści koki. Koka-herbata jest w każdym hotelu i sklepiku, ale moim zdaniem to raczej specyficzna atrakcja turystyczna niż faktyczny środek zaradczy. Na mnie w każdym razie to zupełnie nie działało. Jeśli ktoś chce spróbować to nie ma przeciwwskazań medycznych, jednak trzeba pamiętać, żeby takiego zakupu nie zabrać jako pamiątki do domu. Peru to kraj-producent narkotyków, wiec powracający z niego turyści są poddawani szczególnie wnikliwej kontroli. Ja wracałem z przesiadką przez Amsterdam i był to chyba drugi raz w życiu gdy przy bramce tranzytowej czekała ekipa z psem wyszkolonym do tropienia narkotyków.  
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)
1 komentarz

2019-06-27 15:08:42
Miejsce warte odwiedzenia
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego