Fiordland - Globtrotuar

Przejdź do treści

Menu główne:

Fiordland

PODRÓŻE > AUSTRALIA I OCEANIA > NOWA ZELANDIA
Nawet jeśli ktoś nigdy nie był na Nowej Zelandii to zapewne widział ten kraj bo to właśnie tutaj kręcono „Władcę Pierścieni”. Pamiętacie te baśniowe, dzikie, a zarazem zapierające dech w piersiach krajobrazy ?
Nowa Zelandia to naprawdę magiczny kraj, który krajobrazowo może konkurować z Norwegią (Fiordland), amerykańskim Yellowstone (Rotorua), Szwajcarią (Alpy Nowozelandzkie) dodając do tego, widoki, których nie zobaczycie nigdzie indziej (np. lasy paproci drzewiastych, które przypominają  te z czasów w których żyły dinozaury).

Bez dwóch zdań Nowa Zelandia to jeden z najciekawszych, najładniejszych i najbezpieczniejszych krajów jakie udało mi się odwiedzić. Niestety jest to też kraj na końcu świata. Moja podróż z Warszawy do Auckland, z przesiadkami  rzecz jasna, trwała prawie dwa dni. Wyzwaniem jest nie tylko dystans do pokonania, ale i koszty takiej wyprawy, które są naprawdę spore. Warto jednak odłożyć pieniądze by na koniec świata dotrzeć.

W skład Nowej Zelandii wchodzą dwie wyspy, przy czym moim skromnym zdaniem tą ciekawszą jest wyspa południowa zdominowana przez pasmo Alp Południowych, która ujmuje polodowcowymi krajobrazami na miarę Skandynawii, za to ze znacznie łagodniejszym klimatem i soczystą zielenią. To tu czekają wyniosłe szczyty (z Mount Cook, 3754 m n.p.m. na czele), krystalicznie czyste jeziora, rwące rzeki i niebotyczne wodospady. Są tu też łąki, stare farmy i stada owiec pasące się w niemal naturalnych warunkach. Na brzegach oceanu wygrzewają się foki, w przybrzeżnych wodach nurkują delfiny.

Fiordland
Południowe wybrzeża wyspy to kraina niezwykłej urody, w której dominują  fantastyczne fiordy (m.in. Milford Sound, Doubtful Sound oraz Dusky Sound), które warto eksplorować zarówno od strony wody jaki i lądu. Okolica fiordów to niemal nieskażone ludzką ręką lasy deszczowe wolne od jakichkolwiek drapieżników.
Malownicza trasa dojazdowa do Milfors Sounds.
Przystań w Milford Sounds.
Mitra Peak. To symbol tego miejsca i najczęściej fotografowany szczyt w Nowej Zelandii. Nazwa góry jest związana z jej kształtem, który (podobno) przypomina biskupią mitrę. No nie wiem ;-)
Miejsce to od wieków uchodziło za szczególne. Jako pierwsi odkryli je Maorysi, którzy uznają, że to właśnie tu  jako pierwszy postawił stopę legendarny wojownik Kupe, rozpoczynając okres maoryskiego panowania na tej ziemi.

Park Narodowy Fiordland (Fiordland National Park) jest największym obszarem chronionym w Nowej Zelandii. Zajmuje imponujący obszar 12,5 tyś. km kw., przy czym przeważającą część powierzchni parku porasta las bukanowy (Nothofagus). Występują tu także długowieczne zastrzaliny (Podocarpus) dożywające nawet 800 lat.

Fiordland ze względu na niezwykle warunki naturalne wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako część obszaru zwanego Te Wahipounamu (Miejsce Jadeitu), wydobywanego tu niegdyś przez Maorysów, którzy z tego półszlachetnego kamienia robili talizmany świadczące o randze osoby, która je nosi. Przekazywano je z pokolenia na pokolenie.

Pierwsi Europejczycy tutejsze fiordy nazwali słowem „sound”, które w języku angielskim oznacza dolinę zalaną morską wodą. Błąd ten wynikał z faktu, iż odkrywcy owych „jezior” nie byli w stanie dotrzeć do miejsce w których łączyły się one z otwartym morzem.  O tym jak trudno było odkryć naturę tutejszych fiordów świadczy również nazwa skalistego Doubtful Sound. Nazwę to nadał fiordowi sam kapitan James Cook, który w 1770 r. dopłynął do wybrzeży Nowej Zelandii. Widząc wąski fiord okolony stronnymi, skalistymi zboczami, zawahał się, nie będąc pewnym czy uda mu się bez szwanku wpłynąć w głąb lądu, a potem zawrócić. Dlatego też na swoje mapie tajemniczy fiord określił jako „doubtful” (ang. wątpliwy, niepewny). Trudno dziwić się Cookowi, skoro odkryty przez niego fiord ma 40 km długości, a w naj¬głębszych miejscach osiąga nawet 421 m. głębokości / wysokości.

Pod koniec XVIII w. pojawili się tu biali łowcy fok, którzy w poszukiwaniu skór przetrzebili ogromną populację tych zwierząt. Dopiero w 1953 r., kiedy wybudowano trasę Milford Road (State Highway 94), Fiordland stał się miejscem znacznie łatwiej dostępnym jednak pomimo to region ten do dziś pozostaje niemal niezamieszkały.

Fiordland ma obecnie zaledwie kilkunastu (!) mieszkańców. Stała populacja regionu jest tak niewielka, bo warunki tu panujące nie sprzyjają osiedlaniu - nie ma dróg, elektryczności, rządzi natura, której by przetrwać, trzeba się zupełnie podporządkować. Za to z roku na rok rośnie za to liczba turystów, którzy chcą zobaczyć na własne oczy te cuda natury.

Milford Sound
Osoby zwiedzające Fiordland muszą obowiązkowo „zaliczyć” rejs po Milford Sounds oraz opcjonalnie trekking po okalających go górach. Ten pierwszy element „zestawu obowiązkowego” jest znacznie prostszy organizacyjnie. Po dotarciu nad Zatokę Milford można wybierać w ofercie licznie tu cumujących wycieczkowców (bilet: 60-80 NZD), które zabierają turystów w 2-3 godzinny rejs po fiordzie, aż do Morza Tasmana. Wszystko jest tu znakomicie przygotowane do obsługi turystyki masowej (punkty informacyjne, kasy, agencje, stanowiska „armatorów”).

Niestety pogoda bywa tu często kapryśna; jeśli będziecie mieć pecha zobaczycie niewiele (podobno lepiej wybierać rejsy przed-południowe). Jeśli jednak traficie na dobra pogodę widoki będą niezapomniane.
Po pierwsze zobaczycie Mitrę Peak. To symbol tego miejsca i najczęściej fotografowany szczyt w Nowej Zelandii. Nazwa góry jest związana z jej kształtem, który (podobno) przypomina biskupią mitrę. No nie wiem ;-)
Kolejnymi atrakcjami są fantastyczne wodospady (Lady Bowen i Stirling Falls), pod które podpływa się na tyle blisko, że można się niemal kapać pod ich strumieniem. Nie ma opcji by się nie zmoczyć. Kolejnym punktem programu są okolice Seal Rock - skały, na której wylegują się foki. Podobno czasem widuje się tu również delfiny butlonose i pingwiny, ale ja ich jakoś nie widziałem.
Seal Rock - skały, na której wylegują się foki.
Trekking
Jeśli jesteście amatorami górskich wędrówek to zapraszam na szlak Milford (53 kilometry). Jest to jedna z tzw. Wielkich Wędrówek (the Great Walks), do których zalicza się także m.in. przejście przez przełęcz Tongariro. Na trasie czekają wygodne schroniska (zakaz kempingowania poza trasą) przy czym dostęp do szlaku jest limitowany. W sezonie letnim dziennie może rozpocząć wędrówkę tym szlakiem tylko 90 osób, wiec o pozwolenie na trekking trzeba starać się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Na trekking trzeba zarezerwować 4 dni.
Najinteligentniejsza papuga świata
Fiordland był do niedawna jednym z najmniej poznanych i najrzadziej odwiedzanych regionów w Nowej Zelandii. Dzięki temu przetrwały tu gatunki roślin i zwierząt uznane na pozostałym obszarze Nowej Zelandii za zagrożone, a nawet za wymarłe. Występuje tu m.in. kea (Nestor notabilis), zwana papugą alpejską. Ptak jest zielony niczym trawa, z płomiennym spodem skrzydeł. Nietypowemu wyglądowi towarzyszy jeszcze mniej typowe zachowanie. Te górskie papugi mieszkają na ośnieżonych zboczach (tak, tak) i doskonale radząc sobie przy tym z ujemnymi temperaturami. Z punktu widzenia klimatu Kea mogłaby zamieszkać w … Polsce.

I pewnie dałaby sobie u nas doskonale radę bo papugi tego gatunku są uznawane za najinteligentniejsze na świecie; posiadające też niezwykłą wręcz zdolność do adaptacji. W warunkach laboratoryjnych nauczyły się używać narzędzi oraz rozwiązywać skomplikowane testy.

Zielona papuga Kea ... siedzi na rancie okna samochodu i "dobiera się" do uszczelki.
Kea świetnie radzą też sobie w środowisku naturalnym min. odkręcając śruby i wyrywając uszczelki. I nie są to bynajmniej żadne legendy miejskie – na własne oczy widziałem jak papugi tego gatunku, na jednym z górskich parkingów, wydłubały z okien zaparkowanego samochodu spory fragment uszczelki. W tym samym czasie inny ptak siedzący na dachu walił w niego z całej siły dziobem. Głupie ? Otóż nie. Mały terrorysta domagał się w ten sposób jakiegoś smakołyku, który oczywiście dostał. Inne ptaki bawiły się skacząc niczym cyrkowe klauny, najwyraźniej również oczekując nagrody.

Obecnie papugi tego gatunku, jako jeden z symboli Nowej Zelandii, znajdują się pod ścisłą ochroną. Nie zawsze tak jednak było. Do lat 70-tych XX w. kea była tępiona jako szkodnik oskarżany o zabijanie owiec. Nie były to oskarżenie bezzasadne bo zimą papugi w poszukiwaniu kalorycznego pokarmu kaleczyły owce, aby dobrać się do odrobiny tłuszczu. Dopiero dramatyczny spadek ich liczebności spowodował objęcie papug bezwzględną ochroną.

Przez kilka milionów lat papug Kea nie miała na Wyspie Południowej żadnych naturalnych wrogów - tym samym żyła, nie wiedząc, co to strach. Dopiero sprowadzenie przez Europejczyków obcych gatunków ssaków zmieniło sytuację. Liczebność ciekawskich i beztroskich papug bardzo gwałtow¬nie zaczęła spadać.

Papuzia ciekawość jest też poważnym utrapieniem dla ludzi, którzy zostali uznani przez Kea za źródło pokarmu i rozrywki. Papugi potrafią „porywać” drobny sprzęt turystyczny sprawniej niż sroki. Ich ostry dziób potrafi też rozedrzeć grube płótno namiotowe oraz wydłubać uszczelką z samochodowej szyby. Papugi potrafią przy tym działać zespołowo; co więcej wydaje się, że część takich „chuligańskich” akcji jest prowadzona dla zabawy!       

Czy jest to przejaw wrodzonej złośliwości, czy raczej inteligencji ? Trudno powiedzieć. Pewnym jest jednak, że często ptaki te nie są wystarczająco zwinne, by odskoczyć na bok przed nadjeżdżającymi samochodami. Wiele papug umiera również na zatrucia, wywołane przez kontakt z zawierającymi ołów gwoździami czy blacho-dachówkami.

By zmniejszyć liczbę ofiar wśród Kea, nowozelandzkie władze  zaczęły budować przy drogach specjalne place zabaw dla papug z huśtawkami, drabinkami i licznymi możliwościami rozrywkowej wspinaczki.
Dojazd i trasa widokowa
Większość turystów dolatuje do Auckland skąd lokalnymi liniami lotniczymi można dotrzeć do Queenstown. Koszt takiego lotu będzie nie niższy niż 4,5-5 tyś złotych. Nad Zatokę Milford można dotrzeć albo bezpośrednio z Queenstown (9-10 godzin w podróży) lub też z przystankiem w Te Anau. Polecam tą drugą opcję bo podróż z Te Anau na Milford Sound to ok. 3 godziny pod warunkiem, że pod drodze nie będzie korka przy tunelu Homera. To chyba jedyne miejsce na Nowej Zelandii, gdzie w sezonie turystycznym może być korek.  Warto wiedzieć, że z zasięgiem telefonów bywa tu różnie, a po drodze brakuje stacji benzynowych.
Zamiast wynajmować samochód można skorzystać z opcji wycieczki autobusowej z Queenstown lub z Te Anau (koszt to od 120 do 160 NZD). W Zatoce Milford jest też niewielkie lotnisko, ale to już naprawdę droga opcja transportowa.

Jadąc do Milford Sound nie warto się specjalnie spieszyć bo droga, która prowadzi nad zatokę jest niezwykle malownicza. Trasa prowadzi wśród gór, skąpanych we mgle, spod których przebłyskują polodowcowe jeziora, wodospady i przepiękne łąki. Pejzaż, aż się prosi o zdjęcia.
Tuż przed Zatoką Milforda drogę przegradza jednak wysokie pasmo gór, w którym wykuto jednokierunkowy tunel (Homer Tunel), przy którym mogą tworzyć się korki. Jego budowa trwała, aż 19 lat; tunel otwarto w 1954 r. Wcześniej do Milford Sound docierali tyl¬ko najwytrwalsi.
Po pokonaniu tej ostanie przeszkody wyjeżdża się na piękną panoramę doliny Cleddau. Widok jaki się roztacza z tego miejsca zapiera dech; zieleń deszczowego lasu kontrastuje z szarością wysokich gór.

Nocleg
Dla osób, które planują kilkudniowy pobyt w Fiordlandi najlepszą opcją jest rezerwacja noclegu w  Te Anau. Alternatywą może być nocleg w Milford Sound Lodge, przy czym nie sugeruję wynajmowania domku (ponad tysiać zł za noc), tylko łóżko w dormitoriurn za ok. 100 zł za dobę.
 
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*)

Brak komentarzy
(C) Jacek Zabielski kontakt@globtrotuar.pl
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego